Przedstawiciele Fundacji w mediach - Humanistyka jest jednym światem
25.02.1998
Nr 47
ROZMOWA: Prof. Janusz Sławiński, teoretyk literatury, członek rady wydawniczej serii monografii Fundacji na rzecz Nauki Polskiej
Humanistyka jest jednym światem
Seria monografii wydawanych przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej liczy już 24 tytuły.
Janusz Sławiński: Ukazał się właśnie dwudziesty piąty, a że kilka kolejnych książek znajduje się w fazie korekty, można powiedzieć o trzydziestu pozycjach.
Trzydzieści tytułów w ciągu trzech lat, bo tyle czasu minęło od podjęcia tej inicjatywy wydawniczej. Sama Fundacja ma chyba dłuższą historię?
Fundacja na rzecz Nauki Polskiej powstała w 1991 r. z nie wykorzystanego funduszu pozabudżetowego, tzw. funduszu celowego przeznaczonego na naukę. Pieniądze te stanowiły fundusz założycielski Fundacji, która odtąd obracając nimi zarabia na subwencjonowanie różnych dziedzin nauki.
Co było przyczyną niewykorzystania tamtego funduszu celowego? Jakieś zaniechanie?
Nie. Poprzednikiem dzisiejszego Komitetu Badań Naukowych był Komitet ds. Nauki i Techniki, agenda przy Radzie Ministrów zajmująca się finansowaniem nauki, szczególnie na styku związków nauki z techniką. Pieniądze, którymi operowała, wypracowywały przedsiębiorstwa, zakłady pracy - nie były to środki budżetowe. Tak się złożyło, że w danym okresie środki te nie zostały w pełni wykorzystane i wtedy powstał pomysł stworzenia Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, jako że pieniądze te powinny trafić do środowiska naukowego, gdyż w tym celu były zbierane. A były to środki poważne, chodziło o ówczesną równowartość 100 milionów dolarów.
Czy z tego funduszu czerpane są środki na realizację takich przedsięwzięć, jak edycja przez Fundację serii monografii humanistycznych?
To jest jeszcze inaczej. Fundacja przechodziła różne przemiany, w których zresztą wówczas nie uczestniczyłem. W sumie chodziło o to, by Rada Fundacji składała się wyłącznie z przedstawicieli środowisk naukowych, a wcześniej były w niej obecne sfery urzędnicze. Jeśli zaś chodzi o pieniądze, to Fundacja nie może już liczyć na jakieś dotacje, tym bardziej na to, że dostanie coś od państwa. Musi więc sama zarabiać, obracać pieniędzmi, nie naruszając funduszu podstawowego. Wypracowany zysk przeznaczany jest na subwencje rzędu około 20 mln zł rocznie. Tyle pieniędzy Fundacja wpompowuje corocznie w naukę polską.
Nie jest to suma zbyt imponująca.
W porównaniu ze środkami budżetowymi, jakimi dysponuje KBN, to na pewno mało, bo zaledwie 1 procent tamtej kwoty, ale ten 1 procent można zużyć bardzo efektywnie i tak właśnie się dzieje. W operowaniu całym budżetem nauki musi być przestrzegana zasada sprawiedliwości, by poszczególne środowiska obdzielane były równo. Fundacja natomiast jest nastawiona na elitarność dokonań, tu pieniądze kierowane są na to, co najbardziej obiecujące, ważne, pierwszorzędne. Rzecz prosta, w stosunku do ogólnej sumy przeznaczanej przez Fundację na subwencje, nasza seria monografii to drobiazg.
Czy subwencje Fundacji dzielone są proporcjonalnie na poszczególne dziedziny nauki?
Nie, środki przyznawane są w zależności od wagi zgłaszanych potrzeb. Zdecydowana większość subwencji kierowana jest na zakup aparatury dla nauk ścisłych, przyrodniczych, a zwłaszcza medycznych. Ale są jeszcze inne programy i projekty, i tu humanistyka traktowana jest jak inne dyscypliny nauki, a nawet wyróżniana, bo innych serii wydawniczych - poza humanistyczną - na razie nie przewidujemy.
Dlaczego zatem akcentujecie państwo w nazwie serii odnoszący się do monografii przymiotnik "humanistyczne"?
Żeby, na wszelki wypadek, pozostawić otwarte możliwości. Takie potrzeby wyrażają, na przykład, przedstawiciele nauk technicznych, choć to bardzo trudno zdefiniować, o jakie tu właściwie nauki chodzi. Nauki ścisłe i przyrodnicze najprawdopodobniej nie potrzebują dla siebie podobnej serii w języku polskim, gdyż prace z tych dziedzin ukazują się po angielsku, zwykle w wydawnictwach zagranicznych mających swoje własne rynki zbytu. Prace z humanistyki, z natury rzeczy, ten rynek mają inny i znacznie szerszy.
Dwa tytuły z serii monografii humanistycznych doczekały się już wznowień. Myślę tu o "Na szlakach Orientu" Andrzeja Dziubińskiego i "Dziejach Prusów" Łucji Okulicz-Kozaryn. Zyskały one świetne recenzje, spotykając się z żywym zainteresowaniem nie tylko wśród ludzi nauki.
Takie też było nasze zamierzenie, żeby w miarę możliwości książki te adresowano nie tylko do specjalistów, ale do takich czytelników jak nauczyciele, dziennikarze, ogólnie mówiąc - do ludzi kulturalnych. Już pierwsze nasze prace miały dobrą recepcję. Magdalena Micińska zajęła się postawami bohaterów piśmiennictwa polskiego na przełomie XIX i XX wieku, a Maciej Soin filozofią Stanisława Ignacego Witkiewicza.
Co to znaczy, że propozycje do serii przyjmowane są na zasadzie stałego konkursu?
Rzeczywiście, działa u nas stała maszynka konkursowa. Wygląda to tak, że autor zgłasza swoją pracę osobiście...
Nie może go w tym wyręczyć żadna instytucja?
Żadna instytucja, żaden promotor, dziekan, dyrektor. Zgłoszona do serii praca wchodzi w tryby opiniodawcze i albo otrzymuje opinię pozytywną, co jest równoznaczne z wydaniem książki, albo zwracamy ją jako nie kwalifikującą się do druku w tej serii, nie spełniającą wymagań przez nas stawianych. Przy czym ten stopień powodzenia jest dość niski, gdyż wydawanych jest od 12 do 15 procent zgłaszanych prac, czyli żeby wydać dwadzieścia książek, trzeba zapoznać się z około dwustu propozycjami. Warunki konkursu są, przyznaję, dość trudne, ale też sporo mamy autorom do zaoferowania. Przede wszystkim, otrzymują oni bardzo dobre honoraria, gdyż - jak na nasze stosunki - 800 złotych za arkusz wydawniczy, to dużo. Poza tym mają porządnie wydane książki, w twardej oprawie...
Edycje są, rzeczywiście, bardzo eleganckie, co jest zasługą wrocławskiego wydawnictwa Leopoldinum, które przygotowuje serię do druku.
Mamy nadzieję, że z czasem seria stanie się prestiżową i dla autorów będzie honorem w niej zaistnieć.
Czy większość książek wydawanych przez Fundację to prace doktorskie i habilitacyjne?
Różnie to bywa, ale istotnie w wypadku ludzi młodych, a tych jest wielu wśród naszych autorów, przeważają prace doktorskie i habilitacyjne, bo jest to związane z normalnym rozwojem karier naukowych. Gdy ktoś ma 30 lat, to naturalne, że jego badania koncentrują się wokół zagadnień związanych z tematyką habilitacji. Muszę zresztą powiedzieć, że z mojego doświadczenia wynika, iż często doktoraty są najciekawszymi pracami w dorobku autorów.
Z czego to wynika?
Być może z pewnej świeżości spojrzenia, nie zdeformowanej jeszcze różnymi konwenansami, których przybywa, im bardziej wrasta się w instytucje nauki. Chodzi tu nie tylko o konwenanse socjopsychologiczne, ale i metodologiczne. Mówię o tym jednak na marginesie, gdyż nasza seria, oczywiście, nie jest nakierowana na żadne konkretne pokolenie. O wszystkim rozstrzyga klasa dokonań autora, a nie jego wiek.
Jakie dyscypliny nauki są w serii preferowane: historia, filozofia, może socjologia?
Nie ma takich preferencji. W podtekście naszych wyborów dominuje zresztą przekonanie, że humanistyka jest jednym światem i że poszczególne dyscypliny ten wspólny nurt tworzą. Nasza seria nie tylko obejmuje historię, filozofię i filologie - filary tradycyjnej humanistyki, ale i psychologię, socjologię - ale nie socjografię - także etnologię, antropologię kultury, a nawet te specjalności, które jako dyscypliny nauki nie są nazwane, choć uprawia się je.
Chcielibyśmy, żeby seria dawała wgląd w całą humanistykę i chyba się to nam udaje. Już dziś jest to niezła fotografia, bo po samych zgłoszeniach widać, gdzie dzieje się coś ciekawego, a gdzie jest posucha.
Jakich zgłoszeń jest najwięcej?
Z historii i filozofii, ale to nie znaczy, że koniunktura się nie zmieni i w jakiejś fazie nie napłynie do nas, na przykład, wiele ciekawych prac socjologicznych czy teologicznych, choć jeśli chodzi o teksty teologiczne, do tej pory nie otrzymaliśmy żadnych propozycji.
Radę wydawniczą serii tworzą profesorowie: Henryk Samsonowicz, Lech Szczucki i pan. Czyli to od was trzech zależy, czy dana książka zostanie wydana w serii, czy nie?
Tak, ostateczna decyzja należy do nas, choć oczywiście prace są opiniowane. To ważne, gdyż dziedzina opiniodawstwa czy w ogóle krytyki naukowej w Polsce stała się sprawą newralgiczną.
Trzeba było wypróbować wielu ludzi i mamy już takich, którym wierzymy, że żadnej tandety nam nie zarekomendują. Nazwisk naszych opiniodawców nie podajemy autorom, przekazując im jedynie anonimowo wskazówki zawarte w recenzjach. Odpowiedź "tak" lub "nie" zależy od nas, od rady wydawniczej, a finanse to sprawa zarządu Fundacji, który wykłada pieniądze.
Czy do Fundacji może zgłosić się naukowiec z podaniem o przyznanie grantu na podjęcie badań, w wyniku których powstanie monografia godna zaprezentowania w serii?
Nie. Fundacja nie chce wdawać się w żadną rywalizację z Komitetem Badań Naukowych, gdzie skupione są wszystkie programy badawcze. Co do serii, to interesują nas gotowe produkty, a cały cykl ma być - jak powiedziałem - lusterkiem tego, co się dzieje w humanistyce. Nie stymulujemy żadnych prac, a przynajmniej robimy to bardzo rzadko, kiedy zwracamy się do bardzo wybranych autorów z zapytaniem, czy nie chcieliby czegoś do naszej serii zgłosić. Jest to wprawdzie pewne odstępstwo od zasady nieustannego konkursu, ale po pierwsze - czynimy to sporadycznie, a po drugie - te prace opiniowane są nie inaczej jak pozostałe.
Czy prace wydawane w serii mogłyby zaistnieć w innych oficynach, np. PWN, Ossolineum czy Universitasie?
Z powodzeniem. Na co dzień stykam się z problematyką edytorską, gdyż od sześciu lat w Komitecie Badań Naukowych mam przyjemność kierować zespołem do spraw polityki wydawniczej, więc właściwie wszystkie wnioski wydawców o dotacje KBN-u przechodzą przez moje ręce. Dobrze orientuję się w tym, jaki poziom prezentują publikacje naukowe, a w tej chwili w Polsce wydać jest książkę naukową, szczególnie z humanistyki, bardzo łatwo. Jestem pewien, że w serii monografii Fundacji na rzecz Nauki Polskiej ukazują się prace stojące na o wiele wyższym poziomie niż gdzie indziej. Na utrzymaniu tego poziomu, zapewnieniu wysokiego standardu tekstów i ich opracowania zależy nam najbardziej. W jakimś sensie powinna to być seria lepsza od wszystkich innych.
Rozmawiał Krzysztof Masłoń
Źródło:
http://www.rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_980225/ksiazki_a_1.html