Przedstawiciele Fundacji w mediach - Mysi rycerze - Japoński Nobel dla Polaka
01.01.2002
Mysi rycerze
Japoński Nobel dla Polaka
Któż nie słyszał o owcy Dolly i Ianie Wilmucie, jej twórcy z brytyjskiego Roslin Institute? A o dzieciach z probówki? Jednak mało kto wie, że badania umożliwiające klonowanie i zapłodnienie in vitro zapoczątkował polski uczony.
MARCIN ROTKIEWICZ
W tym tygodniu prof. Andrzej Krzysztof Tarkowski, szef Instytutu Zoologii Uniwersytetu Warszawskiego, w obecności japońskiej pary cesarskiej i premiera Kraju Kwitnącej Wiśni odbierze w Tokio jedną z najbardziej prestiżowych na świecie nagród naukowych - Japan Prize, zwaną również japońskim Noblem.
Ekscytujemy się dziś klonowaniem zwierząt, tak jak ćwierć wieku temu ekscytowaliśmy się pierwszym dzieckiem "z probówki" - dziełem brytyjskich naukowców. Jednak w licznych artykułach, programach telewizyjnych i radiowych poświęconych tym epokowym dokonaniom nie pojawia się nazwisko Tarkowskiego. Tymczasem bez jego badań rozwój eksperymentalnej embriologii ssaków byłby opóźniony o wiele lat i dlatego prawdopodobnie nie byłoby jeszcze dziś ani owieczki Dolly, ani kotka CC i wielu innych mniej sławnych sklonowanych zwierząt, ani tysięcy dzieci, które urodziły się dzięki zapłodnieniu in vitro. Za granicą, poza kręgami specjalistów, nie chwalą specjalnie polskiego naukowca i trudno się temu dziwić. Ale o Tarkowskim nic nie wiedzą sami Polacy. To kolejny dowód na prawdziwość porzekadła: "Cudze chwalicie - swego nie znacie".
Niezwykle wysoka ocena osiągnięć Tarkowskiego bierze się m.in. stąd, że na samym początku naukowej kariery nie ruszył już przetartym szlakiem, ale wkroczył na niemal całkowicie niezbadane tereny. Były nimi na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych badania nad rozwojem zarodków ssaków. Tarkowski zaczynał, co było zresztą jego pracą magisterską, od eksperymentów na ryjówkach - małych owadożernych ssakach. Później, i tak już pozostało do dzisiaj, badał głównie myszy.
Jako jeden z pierwszych embriologów na świecie podjął próby hodowli tych zarodków poza organizmem matki, czyli "w probówce". Napisana na tej podstawie praca była później setki razy cytowana przez laboratoria, w których wykonywano zapłodnienie in vitro u ludzi.
- Jednak bez wątpienia największym odkryciem szefa było co innego. Wykazał on, że zarodek myszy, a dziś wiemy, że również innych ssaków, zapewne i ludzi, może rozwijać się bez problemów nawet wtedy, jeśli we wczesnym stadium pozbawi się go połowy komórek albo doda mu sporo nadliczbowych. Przede wszystkim za to odkrycie profesor otrzymał Japan Prize - mówi dr hab. Jacek Kubiak z Uniwersytetu w Rennes we Francji, doktorant i współpracownik Tarkowskiego. Dzięki temu odkryciu można było myśleć o zastosowaniu diagnostyki prenatalnej, czyli wykrywaniu wad wrodzonych u zarodków ludzkich pochodzących z zapłodnienia in vitro, bowiem pobranie jednej czy kilku komórek do badań genetycznych nie uszkadza zarodka.
W paski czy w ciapki?
W innych doświadczeniach polegających na "sklejaniu" ze sobą dwóch, a nawet większej liczby, mysich embrionów polski uczony wykazał, że takie gigantyczne złączone zarodki potrafią pokierować wspólnie swoim rozwojem tak, by w rezultacie powstała zupełnie normalna i zdrowa mysz. Co więcej, jeśli zarodki białych myszy połączyć z zarodkami myszy czarnych, to powstaną wówczas tzw. chimery, które mają białą i czarną, a więc łaciatą barwę sierści. - Dzięki takim chimerom można było śledzić losy poszczególnych typów komórek i poznać tajniki rozwoju ssaków, których wcześniej nie umiano obserwować - wyjaśnia Kubiak.
Źródło:
http://polityka.onet.pl/162,1082558,1,0,2346-2002-17,artykul.html