Przedstawiciele Fundacji w mediach - Rewolucyjnych zmian nie przewiduję
01.01.2001
Sprawy Nauki
Nr 12/2001
Rewolucyjnych zmian nie przewiduję
z wiceprezesem Fundacji na rzecz Nauki Polskiej dr Tomaszem Perkowskim rozmawia Iwona Giedrys
W bieżącym numerze "Spraw Nauki" publikowane są propozycje programowe fundacji na rok 2002, wśród których pojawiły się nowe formy wspierania nauki, innych zaś zabrakło...
Zmiany widoczne w programie FNP na rok 2002 dokonują się zgodnie z kierunkiem przyjętym wcześniej, polegającym na zwiększaniu bezpośredniej pomocy dla ludzi zajmujących się nauką i finansowaniem zakupów aparatury badawczej. Dlatego właśnie w obecnym programie FNP pojawiły się kolejne, nowe stypendia. Po pierwsze, są to stypendia na kwerendy w bibliotekach i archiwach za granicą, które właściwie stanowią adresowane do badaczy-humanistów rozszerzenie naszego programu wyjazdów zagranicznych. Po drugie - dość ciekawy, pierwszy tego typu w Polsce, nowy program skierowany do młodych naukowców "Krajowe stypendia wyjazdowe". Jego celem jest zwiększenie mobilności kadry naukowej poprzez umożliwienie osobom po doktoratach, ale jeszcze przed habilitacją, wyjazdów do wiodących w Polsce ośrodków naukowych. Będą mogli zapoznać się z prowadzonymi tam badaniami, a także mieć szansę wspólnej pracy z najwybitniejszymi naukowcami ze swojej dziedziny.
Czy koncepcja tego programu to wynik przeprowadzonych wcześniej badań na temat potrzeb środowiska naukowego?
Idea istniała już od dawna, ale dopiero teraz ujęto ją w formę programową, gdyż ten typ wsparcia pracy naukowej uważamy za bardzo efektywny. Fundacja, mając w perspektywie dość znaczne ograniczenia finansowe, jeszcze bardziej niż dotąd musi się starać o osiąganie jak największej efektywności swoich działań. Jesteśmy przekonani, że inwestowanie w ludzi to najlepszy sposób wydawania pieniędzy przeznaczonych na wspieranie nauki.
Jak w praktyce miałaby się odbywać realizacja tego programu? Kto będzie występował z propozycją odbycia takiego stażu - kandydat na stypendium, czy też instytucja, do której chciałby przyjechać?
Osoba, która ma już kontakt z danym instytutem naukowym, składa w porozumieniu z nim wniosek do fundacji o 3-miesięczne stypendium pobytowe w tymże ośrodku. To zbyt krótki okres, aby wymagać od kandydata realizacji pełnego programu badań, oczekujemy jednak dokładnie sprecyzowanej wizji tego, co chciałby robić podczas stypendium, czy będzie to np. zapoznawanie się z nową aparaturą, przegląd literatury, czy przeprowadzenie badań wstępnych. Jeśli chodzi zaś o tegoroczne innowacje programowe, chciałbym zwrócić uwagę, że 2002 będzie pierwszym rokiem realizacji rozszerzonej wersji stałych programów. Należą do nich stypendia zagraniczne, teraz uzupełnione o możliwość uzyskania dodatkowych grantów po powrocie stypendystów do kraju, czy stypendia krajowe dla młodych naukowców, które obecnie można będzie przedłużać na drugi rok. Wprowadziliśmy poza tym trochę drobniejszych zmian w regulaminach programów, takich jak chociażby rozszerzenie limitu wieku dla tych naukowców startujących w naszych konkursach, którzy korzystali z urlopów wychowawczych.
Dostrzegamy też inne potrzeby środowiska, które wynikają np. stąd, że Fundacja Batorego wycofuje się powoli z programów stypendialnych dla naukowców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. O ile dotychczas FNP finansowała przyjazdy do Polski wyłącznie badaczy z obszaru nauk ścisłych, teraz rozszerza tę pomoc, częściowo fundując stypendia także dla humanistów. Wydaje się nam, że ten program jest bardzo ważny i wart kontynuacji.
Z innych istotnych zmian, jakich dokonaliśmy w zasadach realizowanych nadal konkursów z lat ubiegłych, wymienię wprowadzenie obecnie do programu MILAB (wspierania modernizacji laboratoriów i pracowni) dwu etapów. Osoby czy zespoły aplikujące nie będą musiały od razu przygotowywać całego, zwykle bardzo czasochłonnego, wniosku grantowego, lecz w pierwszym etapie będą mogły ograniczyć się tylko do wstępnego opisu projektu. Możliwości finansowe zmuszają nas do ograniczania listy laureatów, a zatem z góry wiadomo, że duża część wniosków zostanie wyeliminowana już na pierwszym etapie.
Jest pan wiceprezesem fundacji od bardzo niedawna, ponadto zdecydowanie najmłodszą osobą w zarządzie; wcześniej przez rok pracował pan w fundacji jako dyrektor do spraw rozwoju. Proszę opowiedzieć, w jaki sposób trafił pan do tej instytucji.
Studiowałem w Akademii Rolniczej w Szczecinie i tam zrobiłem doktorat z anatomii i embriologii ryb. Potem przez rok na Uniwersytecie Wschodnioeuropejskim w Budapeszcie studiowałem zarządzanie i ochronę środowiska i uzyskałem tytuł Master of Science. Po powrocie do Polski przez rok tworzyłem, a potem kierowałem Departamentem Komunikacji Społecznej Zachodniopomorskiej Regionalnej Kasy Chorych. Ponad rok temu zgłosiłem się do konkursu na dyrektora do spraw rozwoju, ogłoszonego przez fundację. Udało mi się go wygrać. Zostałem zatem w FNP dyrektorem do spraw rozwoju, a po roku, od 1 grudnia 2001, powierzono mi również obowiązki wiceprezesa fundacji. W niedługim czasie kończę studia MBA na Uniwersytecie Szczecińskim.
Powołanie dyrektora do spraw rozwoju oznacza na ogół, że instytucja zamierza poszerzyć swą działalność, czy nawet dokonać innych znaczących zmian - jakie są plany fundacji?
Na pewno nie można się spodziewać żadnych rewolucyjnych zmian, ponieważ fundacji nie są one potrzebne. Wystarczą zmiany ewolucyjne, ale te od 10 lat stale w fundacji następują. W przypadku organizacji tego typu często dochodzi do przerostów biurokratycznych, do pewnego skostnienia, natomiast FNP cały czas się zmienia, stara się dostosować do potrzeb swoich - nazwijmy to - klientów, do potrzeb świata naukowego. Mam nadzieję, że tak będzie również w przyszłości.
Jeżeli chodzi o moją rolę w fundacji, to doświadczenie zawodowe i częściowo profil edukacji skłaniają mnie do zajęcia się takimi sprawami jak ewaluacja programów prowadzonych przez FNP, ocena możliwości ich usprawnień czy szansy osiągnięcia większej efektywności, ponadto prowadzenie monitoringu programów, a także zwrócenie uwagi na lepsze propagowanie naszych działań. Z zespołem do spraw informacji i promocji przygotowujemy nowe rodzaje działań; chcielibyśmy częściej wychodzić z naszą ofertą na zewnątrz, częściej uczestniczyć w spotkaniach, w konferencjach, po to by przedstawiając fundację jednocześnie mieć możliwość bezpośredniego porozmawiania, przedyskutowania różnych spraw ze środowiskiem naukowym. Mam nadzieję, że w niedługim czasie będzie gotowa wystawa pokazująca 10 lat działalności fundacji - zarazem swego rodzaju podsumowanie, ale także otwarcie nowego rozdziału w naszej historii.
Na ile zamierza Pan wzorować się w swoich działaniach na doświadczeniach dużych fundacji zagranicznych związanych z nauką?
Nie można, oczywiście, pewnych wzorów mechanicznie przenosić na grunt polski, ale na pewno warto skorzystać z wielu elementów. Mamy dość dobre kontakty z Deutsche Forschungsgemeinschaft, z fundacją Volkswagena, działamy w European Foundation Centre - właśnie po to, aby uczyć się od najlepszych i dostosowywać ich rozwiązania do potrzeb polskich. Kończymy właśnie realizację programu badawczego "Młody naukowiec", którego celem jest dokonanie oceny sytuacji młodych pracowników nauki w Polsce i na tym tle pokazanie sytuacji tych osób, które skorzystały z naszych stypendiów krajowych. To przedsięwzięcie jest ciekawe z kilku względów - przede wszystkim to jedno z pierwszych, o ile nie pierwsze, badanie ankietowe prowadzone w całości przez Internet, po drugie - jest ono dosyć kompleksowe. Spodziewam się ciekawych rezultatów.
Czy te badania mogą przynieść całkiem nowe, zaskakujące wnioski i ustalenia?
Mam nadzieję, że nie będzie to całkowite zaskoczenie, bo wynikałoby z tego, że źle oceniliśmy możliwości naszych programów lub niewłaściwie je ukierunkowaliśmy. Sądzę natomiast, że ten sondaż pomoże rozwiać kilka mitów, np. o tym że generalnie wśród "młodzieży naukowej" panuje niezadowolenie. Chociaż rzeczywiście poziom jej frustracji jest wysoki, to równocześnie istnieje duża grupa młodych ludzi, którzy widzą w nauce szansę swojego rozwoju zarówno naukowego, jak i osobistego.
Fundacja zainicjowała polsko-niemieckie seminarium, poświęcone możliwościom organizowania międzynarodowych studiów doktoranckich. Na czym polega rola fundacji w tym przedsięwzięciu?
Jest to kolejna propozycja, tym razem skierowana do tych, którzy dopiero wkraczają w świat nauki, przygotowując się do doktoratu. W tę ofertę fundacja nie angażuje się finansowo. Tematem seminarium, które organizujemy z DFG - największą niezależną instytucją niemiecką wspierającą naukę - są możliwości tworzenia polsko-niemieckich studiów doktoranckich. Zainteresowanie tą formą współpracy polsko-niemieckiej jest bardzo duże. Zarówno ze strony niemieckiej, która nie tylko widzi możliwość osiągnięcia ciekawych rezultatów naukowych, ale także szansę na oddziaływanie poprzez Polskę na region Europy Środkowo-Wschodniej. Zainteresowana jest także strona polska, o czym świadczy ogromna liczba zgłoszeń. Zamierzamy prezentować możliwości każdej ze stron i tego, co mają sobie do zaoferowania, jednak ostatecznym celem jest powstanie polsko-niemieckich studiów doktoranckich. Ogólna idea takich studiów polega na tym, że dwa ośrodki - polski i niemiecki - wspólnie organizują studia doktoranckie poświęcone jednemu wybranemu zagadnieniu, przy czym doktoranci z obu krajów muszą spędzić przynajmniej 6 miesięcy w kraju partnerskim, aby tam wspólnie prowadzić badania. Przewiduje się, że strona niemiecka będzie częściowo dotowana przez DFG a finansowanie polskich doktorantów będzie prawdopodobnie łączone - poszukujemy tu różnych rozwiązań. Niewielu polskich naukowców wie o tym, że nasi doktoranci mogą otrzymywać stypendia i brać udział w niemieckich studiach doktoranckich, że istnieje szansa wspólnego prowadzenia badań polsko-niemieckich, a nawet otrzymania grantów na stworzenie dużego projektu, np. do 5. czy 6. Programu Ramowego UE.
Czy z takiej współpracy rzeczywiście równomiernie korzystają obie strony
- polska i niemiecka? Trudno bowiem chyba mówić o równoważności wzajemnych ofert. Z pewnością istnieją znaczące nierówności finansowe między stronami, ale w tym przypadku trzeba brać pod uwagę różne rzeczy. Z tej współpracy powstaje swego rodzaju wartość dodatkowa, jaką jest wspólna korzyść wynikająca z synergii, z lepszego wykorzystania sprzętu, również ze zwiększenia mobilności naukowej, z tego, że my możemy korzystać z know-how strony niemieckiej, oni z kolei korzystają z zasobów intelektualnych swych polskich kolegów. Należy pamiętać również o tym, że konkurencja pomiędzy krajami zmienia się w konkurencję między regionami. Jeżeli Europa chce zachować swoją pozycję, musi wykorzystywać wszystkie atuty. Strona niemiecka jest tego świadoma, a my powinniśmy skorzystać z otwierających się perspektyw.
Problematyka współpracy europejskiej jest znana i bliska fundacji, która w ubiegłych latach zajmowała się zarządzaniem - poprzez Biuro Współpracy Europejskiej FNP - programami Phare SCI-TECH i CRIT, przygotowującymi naukę polską do wejścia do Unii Europejskiej. Biuro to już nie istnieje, lecz podobnymi działaniami zajmuje się obecnie utworzone i finansowane przez FNP Eksploratorium Integracji Europejskiej. Na czym one polegają?
Prowadzone przez fundację programy Phare SCI-TECH oraz projekt CRIT zakończyły się dużym sukcesem, szkoda byłoby więc, gdyby dorobek tych programów uległ rozproszeniu w kilku instytucjach. Stąd wziął się pomysł powołania Eksploratorium Integracji Europejskiej, które ma swą siedzibę w Centrum Badań Przedsiębiorczości i Zarządzania PAN w Warszawie. Eksploratorium ma kilka zadań - przede wszystkim stanowi archiwum, w którym są zgromadzone materiały pozostałe po programach SCI-TECH i CRIT; z tego archiwum korzysta sporo osób, które chcą się dowiedzieć szczegółów o realizacji tych programów w Polsce, a także zorientować się, w jakiej formie mogłyby być kontynuowane. Eksploratorium bierze również bezpośredni udział w międzynarodowych programach badawczych, w rozwijaniu polityki naukowej. Rozpoczęło także bardzo dobrą współpracę z Uniwersytetem Europejskim we Florencji, co jest o tyle ważne, że to właśnie na tym uniwersytecie prowadzone są badania dotyczące problemów polityki naukowej Unii Europejskiej, które nie pozostają bez wpływu na jej późniejszy kształt.
Rok 2002 zapowiada się jako szczególnie trudny dla nauki w Polsce ze względu na dokonane znaczne ograniczenia budżetowe. Pomoc ze strony FNP ma w tym kontekście dla nauki jeszcze większą wartość i znaczenie. Ale czy oczekiwania środowiska naukowego fundacja będzie obecnie miała szanse spełnić?
Może warto jeszcze raz przypomnieć model funkcjonowania FNP, gdyż - mimo że mówimy o tym przy różnych okazjach
- nadal nie zawsze środowisko naukowców dobrze rozumie jego istotę. Otóż naszą działalność opieramy na funduszu żelaznym; jest to dosyć powszechny sposób finansowania fundacji na Zachodzie, natomiast w Polsce, jak mi wiadomo, jesteśmy jedną z niewielu tego typu organizacji pozarządowych. Nie dostajemy dotacji z budżetu państwa - na potrzeby nauki możemy zatem wydać to, co zarobimy na operacjach finansowych, odejmując koszty inflacji (inaczej "zjadłaby" ona nasz kapitał żelazny). W ciągu 10 lat istnienia doszliśmy - zaczynając od 95 milionów PLN funduszu założycielskiego, naszego kapitału żelaznego - do prawie 300 milionów PLN. W tym samym czasie na wspieranie nauki wydaliśmy ok. 200 milionów PLN.
Niestety, wg wyroku Najwyższego Sądu Administracyjnego w naszym sporze z Izbą Skarbową kapitał żelazny fundacji został zmniejszony prawie o 1/3, a więc nasza zdolność do generowania przychodów została bardzo ograniczona. Obecnie znaleźliśmy się na swoistym rozstaju dróg; może dojść nawet do takiej sytuacji, że będziemy musieli podjąć decyzję o stopniowej likwidacji fundacji w przeciągu 10 czy 15 lat. Jeżeli wyrok Sądu Najwyższego, który rozpatruje złożoną w naszej sprawie skargę rzecznika praw obywatelskich, będzie dla nas niekorzystny i nie odzyskamy zabranej nam przez Izbę Skarbową części kapitału żelaznego, możliwości generowania środków na działalność statutową będą bardzo ograniczone. Zmusi nas to, niestety, do "zjadania własnego ogona", czyli naruszania naszych oszczędności. To będzie prowadziło do zmniejszania naszych przychodów w kolejnych latach. Sytuację pogarsza fakt, iż obecna interpretacja ustawy o podatku dochodowym w znacznym stopniu ogranicza efektywność naszego inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe. Mam jednak nadzieję, że do tej ewentualności nie dojdzie, ponieważ osobiście wierzę, że wyrok Sądu Najwyższego będzie dla nas korzystny.
A perspektywa uzyskiwania przez fundację środków z zapisu tzw. ustawy prywatyzacyjnej?
Szczerze mówiąc, nasze oczekiwania związane z tą ustawą nie są zbyt optymistyczne; na konto fundacji nie wpłynęły dotąd z tego tytułu żadne środki i nic nie zapowiada, by w najbliższym czasie sytuacja ta miała się zmienić. Niemniej nie możemy w tej chwili niczego przesądzać.
Dziękuję za rozmowę.