Cykl rozmów na 25-lecie Fundacji: dr Paweł Rutkowski

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej obchodzi w tym roku 25-lecie swojej działalności. Z tej okazji zaprosiliśmy 25 laureatów naszych programów do rozmowy o tym, jak się „robi” naukę.  Co ich fascynuje?  Co jest tak ciekawe, frapujące i ważne w tym, czym się zajmują,  że zdecydowali się poświęcić temu większą cześć życia? Jak osiąga się sukces?

Bohaterki i bohaterowie  wywiadów to badacze reprezentujący wiele odległych od siebie dziedzin,  znajdujący się na różnych etapach kariery naukowej, mający różnorodne doświadczenia. Łączy ich jedno – uprawiają naukę na światowym poziomie, mają na koncie imponujące osiągnięcia, a w swoim bogatym CV – różnego typu wsparcie od FNP.  Rozpoczynamy publikację naszego cyklu, kolejne wywiady będą się ukazywać cyklicznie na stronie FNP.

Zapraszamy do lektury!

007A
dr Paweł Rutkowski, fot. One HD

Chińczyk w Warszawie

Z dr. PAWŁEM RUTKOWSKIM, językoznawcą i współtwórcą korpusu polskiego języka migowego (PJM), rozmawia Anna Mateja

ANNA MATEJA: Dlaczego, zamiast zgłębiać tajniki polskiego języka fonicznego, zajął się Pan językiem polskich Głuchych?

PAWEŁ RUTKOWSKI: Bo w języku migowym, niczym podczas badania języka nieznanego plemienia z Papui-Nowej Gwinei, czegokolwiek by się nie dotknąć, jest nowe. A każdy językoznawca szansę opisania języka, o którym niewiele wiadomo, traktuje jak los na loterii. Co bardzo istotne, temat był ciekawy także dlatego, że jest ważny społecznie. Do lat 90. XX wieku nie prowadzono bowiem w Polsce systematycznych badań nad polskim językiem migowym. Nikt nie pracował nad stworzeniem jego opisu gramatycznego.

Panu pomógł wyciągnąć los prof. Marek Świdziński, który w połowie lat 90. dostrzegł w miganiu język wart opisu naukowego.

Kiedy rozpocząłem badania nad gramatyką PJM, byłem świeżo po doktoracie. Pracę napisałem na temat generatywnego podejścia do składni języka polskiego – hermetycznego działu w językoznawstwie współczesnym, który jest w stanie zrozumieć kilkudziesięciu specjalistów. Pod wpływem Marka coraz mniej czasu poświęcałem teoretycznym analizom, bo coraz bardziej pochłaniały mnie badania empiryczne i prace dokumentacyjne. Jestem mu za to wdzięczny. Niemal każdego dnia dowiaduję się czegoś nowego, więc nie brakuje mi satysfakcji poznawczej. Uczucie spełnienia daje mi jednak coś jeszcze: obserwuję stały wzrost zainteresowania sprawami Głuchych wśród słyszących Polaków. Mam nadzieję, że do zmiany nastawienia przyczyniły się także prace kierowanego przeze mnie zespołu. Chciałbym, by nasze badania przekładały się na jak najszersze uznanie pełnowartościowości komunikacji w PJM, a w dalszej kolejności na rzeczywiste respektowanie praw człowieka osób niesłyszących.

Aż praw człowieka? Rozumiem, że ma Pan na myśli częstą kiedyś karę wiązania rąk głuchych dzieci, które migały zamiast uczyć się języka fonicznego?

Tak, chodzi aż o prawa człowieka. Pamiętam sytuację na konferencji naukowej, gdy do osoby, która chciała coś zamigać, powiedziano: „nie zachowuj się jak małpa”. Dziś, mam nadzieję, coś takiego nie miałoby już prawa się wydarzyć. Także dzięki działalności i empatii prof. Świdzińskiego, który rozpoczynając badania nad językiem migowym, dostrzegł w nich poza aspektem językoznawczym niebagatelny wymiar społeczny. Mówiąc wprost: zrozumiał dyskryminację, której doświadczają Głusi. Prawo do swobodnego posługiwania się własnym językiem przynależy do praw człowieka. Trudno je realizować, jeżeli społeczność, w której żyją osoby głuche, nie ma świadomości odrębności ich języka i wynikającej stąd specyfiki tworzonej przez nie wspólnoty kulturowej. Bo czy „machanie rękami”, jak lekceważąco nazywano miganie, może być aż tak ważne? Dlatego rozpoczęto starania o uznanie jego statusu jako języka i dziś żaden językoznawca nie pozwoli sobie na dzielenie języków na „normalne” i migowe. Dla specjalistów jest oczywiste, że języki dzielą się na foniczne, których jest na świecie ok. 7 tys., i migowe, których naliczono już blisko 200. I co do zasady żaden z nich nie jest uznawany za niepełnowartościowy komunikacyjnie.

Na czym opiera się wyjątkowość języka migowego?

Każdy język naturalny to podstawa ludzkiej tożsamości, instrument pozwalający opisać świat i wyrazić emocje, opowiedzieć, kim jesteśmy i co czujemy. Taka jest jego rola także w świecie Głuchych, czego wielu słyszących nie rozumie albo się nad tym nie zastanawia. Dlatego, nawet gdyby nasz system kształcenia językowego potrafił nauczyć każdego głuchego ucznia języka polskiego, i tak wielu z nich powiedziałoby: „to nie jest mój język”. Głusi potrafią się nauczyć czytania i pisania, wielu umie artykułować polskie głoski (często z tzw. głuchym akcentem, ale komunikacja jest bezproblemowa) oraz czytać z ust. Mimo to, z ich punktu widzenia komunikacja w języku fonicznym nie przebiega na zasadach partnerskich. Język migowy daje im tę przewagę, że używając go, czują się „u siebie”, czyli posługują się językiem, który jest im sensorycznie dostępny. Nawiasem mówiąc: podkreślają to także ci Głusi, którzy przeszli edukację oralistyczną i migać zaczęli dopiero jako dorośli. Mówią nawet, że pozbawieni tej możliwości komunikowania się z otoczeniem czuli się „ograbieni”. W języku migowym potrafią wszystko opowiedzieć i nazwać – osiągnąć porozumienie z odbiorcą bez dostosowywania się do warunków świata słyszących.

Każdy inny język, poza migowym, jest dla nich obcy jak dla słyszących każdy język poza tym, w którym wyrośli i nauczyli się mówić.

W wypadku osób, które migają od dziecka, tak właśnie jest. Zazwyczaj język foniczny nie rozwija się u Głuchych w naturalny sposób, dlatego gdy zaczynają się go uczyć, przypomina to przyswajanie języka obcego. Nie tylko artykulacji głosek, ale także gramatyki polskiej uczą się niczym zasad gry w szachy, co wymaga od nich katorżniczej pracy. Teksty pisane przez Głuchych – nawet świetnie wykształconych – często wyglądają więc tak, jakby były pisane przez obcokrajowca.

Nie możemy jednak wylać dziecka z kąpielą – nie jestem żadną miarą zwolennikiem wyrzucenia języka fonicznego ze świata Głuchych. Byłoby to takie samo zachwianie równowagi jak sto lat temu, gdy usiłowano usunąć z niego język migowy. Wielu niesłyszących nie uważa zresztą języka migowego za część swojej tożsamości, bo język foniczny w pełni zaspokaja ich potrzeby komunikowania się ze światem. Funkcjonowanie wśród słyszących z pewnością ułatwiają obecnie implanty ślimakowe. Ale nawet gdyby większość osób z ubytkiem słuchu była w stanie opanować foniczny język polski, zawsze pozostanie grupa, która nie poradzi sobie z nabyciem tej umiejętności. Albo, po prostu, będzie chciała migać. Dlatego musimy dbać o zapewnienie każdemu głuchemu dziecku możliwości nauczenia się PJM.

Co osoby Głuche zyskają na równouprawnieniu języków, których mogą się uczyć?

Jako pierwszą korzyść wymieniłbym rzecz nieoczywistą – rozwianie obaw wielu rodziców, którym wydaje się, że język migowy może się stać murem odgradzającym ich dzieci od świata ludzi słyszących, narazi ich na stygmatyzację, osłabi więzi z rodziną, nie pozwoli znaleźć przyjaciół ani pracy. Zapewniam: życie przynosi zupełnie inne doświadczenia. Język migowy pobudza komunikacyjnie, dzięki czemu dziecko z większym zaangażowaniem przyswaja także język foniczny. Uruchamia się dokładnie ten sam mechanizm, który działa przy nauce języków obcych: opanowanie jednego sprzyja uczeniu się kolejnych.

Dziecko rozumie lepiej siebie i świat, więc chce nawiązać kontakt z innymi.

I jeżeli rodzice czy nauczyciele podejmą wysiłek nauczenia się języka migowego, ten trud zaowocuje z pewnością głębszą relacją z własnym dzieckiem czy jego wymiernymi postępami w nauce. Wielu rodzicom, przekonanym, że w szkole specjalnej dla osób niesłyszących poziom nauczania jest niski, a jej świadectwo nie ułatwia dalszej edukacji, zależy na umieszczeniu dzieci w placówkach ogólnodostępnych. Ma to oczywiście i swój praktyczny wymiar – dziecko pozostaje z rodziną, nie musi odnajdywać się w obcym otoczeniu szkoły z internatem. Zgadzam się, że integracja to wspaniała idea, ale możliwa do realizacji o tyle, o ile jest możliwa komunikacja między włączanym a społecznością. W przeciwnym wypadku dziecku grozi komunikacyjne wykluczenie – najgorsza rzecz, jaka może mu się przytrafić.

Nie podważam bynajmniej sensu integracji. Przypominam jedynie, że rodzice, nim zdecydują, powinni mieć pełną informację o roli języka migowego w edukacji dzieci niesłyszących. A czym jest dla nich miganie, przekonałem się po raz kolejny, czytając listy otrzymane po wydaniu opracowanych przez nasz zespół we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej podręczników dla Głuchych. Jeden z nich napisała matka niesłyszącej dziewczynki z pierwszych klas szkoły podstawowej, która mieszkając w małej miejscowości nie miała możliwości posłania córki do szkoły dla Głuchych. Dziewczynka nie znała zatem języka migowego, a nasz multimedialny podręcznik dostała w szkole. Mama opisała mi, co się zaczęło dziać, gdy zaczęły korzystać z podręcznika – córka, bez żadnego zorganizowanego kursu, wręcz chłonęła te znaki!

Jakie obszary jej mózgu pobudza miganie, że okazało się dla niej tak naturalne?

U Głuchych podczas odbierania komunikacji migowej dochodzi do wyraźnej aktywacji obszaru wokół bruzdy Sylwiusza, co świadczy o zaangażowaniu systemu językowego. Tak wynika chociażby z wyników badania wykorzystującego obrazowanie mózgu, które kierowana przeze mnie Pracownia Lingwistyki Migowej UW przeprowadziła we współpracy z neurobiologami z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego w Warszawie. Przeprowadzenie badania w tak szerokiej, bo międzydziedzinowej formie nie byłoby możliwe bez finansowania zapewnionego przez FNP w ramach programu INTER. Pokazało ono także większą aktywację tylnej części zakrętu skroniowego górnego lewej półkuli mózgu przy oglądaniu zdań zamiganych w PJM, niż przy oglądaniu komunikatów w tzw. systemie językowo-migowym (SJM), czyli przekazywanej wizualnie polszczyźnie. PJM jest więc bezsprzecznie odrębnym językiem, a o jego naturalnym charakterze (w odróżnieniu od SJM) świadczy nawet utlenienie krwi w mózgu. Trzeba jednak pamiętać, że pod względem struktury gramatycznej PJM bliższy jest językowi chińskiemu niż polszczyźnie. Dlatego zawsze powtarzam studentom, że mówienie o „niepełnosprawności” Głuchego ma taki sens, jak mówienie o „niepełnosprawności” Chińczyka w Warszawie –  to wyłącznie bariera komunikacyjna.

W 1817 r. w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie ks. Jakub Falkowski, zainspirowany poznaną we Francji ideą kształcenia niesłyszących, otwiera pierwszą na ziemiach polskich szkołę dla głuchych Instytut Głuchoniemych.

Głusi, którzy stanowią ok. 1/1000 społeczeństwa, w 95 proc. przypadków przychodzą na świat w rodzinach słyszących, dlatego jedynym miejscem, gdzie może się wykształcić język migowy, jest szkoła. Tak się stało również w warszawskim Instytucie – mamy relacje, że migano tam od początku jego funkcjonowania. Pół wieku po założeniu Instytutu dwóch księży, Józef Hollak i Teofil Jagodziński, opisało na ponad pięciuset stronach używane wówczas znaki migowe. A że wiele z nich odpowiada tym, które są używane dziś, możemy powiedzieć, że PJM rozwija się od dwustu lat.

Jednak dopiero w 2010 r. rozpoczynają się systematyczne prace nad stworzeniem korpusu PJM bazy wypowiedzi migowych, która pozwoli opracować słownik i gramatykę tego języka. W tym momencie jest to jeden z czterech największy korpusów języka migowego na świecie.

Realizację projektu, dzięki któremu jesteśmy w stanie opisywać słownik i gramatykę PJM na podstawie reprezentatywnych danych empirycznych, a nie intuicji czy przyzwyczajeń poszczególnych użytkowników języka, mogliśmy rozpocząć tylko dlatego, że uzyskaliśmy dofinansowanie z FNP. Tym razem w programie FOCUS.

Aby stworzyć korpus, trzeba przeprowadzić setki wielogodzinnych nagrań z udziałem Głuchych. Zależy nam bowiem na zebraniu jak najbardziej spontanicznych danych, bo tylko takie mogą się stać źródłem odpowiedniego zasobu leksyki i struktur gramatycznych. Opracowaliśmy specjalny scenariusz sesji nagraniowej, na który składa się ponad dwadzieścia zadań – np. jedną z nagrywanych osób prosimy, by wytłumaczyła partnerowi na podstawie mapy, którą widzi na monitorze, jak trafić w mieście do wyznaczonego punktu. Narzucamy tematy, by zbadać konstrukcje przestrzenne, wymusić użycie konkretnych znaków i zwrotów. Ponieważ zadajemy te same pytania nawet stuosobowej grupie badanych, osiągamy pewną powtarzalność. Starając się, by grupa była reprezentatywna, zaprosiliśmy do udziału w badaniach ludzi z dużych miast i małych miejscowości, w wieku od 18 do 92 lat, z różnym wykształceniem, pochodzących z odmiennych środowisk.

Dzięki temu poznajemy, jak język migowy zmienia się w czasie, jak kształtują się jego standardy czy tendencje rozwoju. A nie jest to bez znaczenia, biorąc pod uwagę, że PJM nie jest językiem skodyfikowanym – nie istnieje jeden standard, wzorzec migania literackiego, którym posługiwałaby się inteligencka elita społeczności Głuchych. W związku z tym w korpusie obserwujemy bardzo duże zróżnicowanie migania – nie tylko regionalne, ale także indywidualne.

Zebrany materiał jest anotowany, co znaczy, że poszczególne klatki i sekwencje filmu zyskują informację tekstową – etykietę, dzięki której możliwe jest wyszukiwanie znaków w zbiorze. Rzetelne prowadzenie tej części pracy jest możliwe dzięki uczestnictwie w naszym projekcie samych Głuchych.

Do czego Głuchym jest potrzebne wykształcenie się literackiej odmiany PJM?

W każdej społeczności elity mają do odegrania tę samą ważną rolę – wyznaczają standardy zachowań, także językowych. W wydanych przez MEN podręcznikach, o których wspomniałem, przetłumaczyliśmy po raz pierwszy na PJM „Mazurek Dąbrowskego”. Do tej pory nie tyle przekładano sens hymnu, ile oddawano za pomocą migów sekwencję polskich słów. Nasze tłumaczenie, powstałe dzięki pracy i talentowi Głuchych wchodzących w skład zespołu, którym kieruję, oddaje ducha tej pieśni, nie trzymając się kurczowo fonicznej polszczyzny. Przekład, biorąc pod uwagę liczbę jego odtworzeń na kanale youtube, okazał się strzałem w dziesiątkę. Właśnie w takich przedsięwzięciach tkwi szansa na krystalizację standardu literackiego PJM. I nie sposób tego przyspieszyć. Tym bardziej, że naturalny bieg tego procesu zależy od wielu czynników, m.in. od istnienia głuchej inteligencji posługującej się językiem migowym. Jeżeli dzieci nie będą uczone tego języka, bo nacisk zostanie położony wyłącznie na wszczepianie implantów i posługiwanie się językiem fonicznym, miganie może ulec marginalizacji.

Co w Pana badaniach jest najważniejsze? Prowadzenie prac nad niedocenianym przez lata językiem i dążenie do jego ocalenia? Doszukiwanie się prawidłowości, łączących wszystkie języki?

Najważniejsze, jak zawsze w nauce, jest poznawanie prawdy. Również w badaniach nad językiem migowym zależy nam na tym, by otwierać nowe rejony. Szczególnie, że nie brakuje inspirujących teorii, np. na temat powstania języka migowego. Wielu badaczy przypuszcza, że w odległej przeszłości komunikacja ludzka miała charakter ikoniczny – kształt tworzonego znaku naśladował to, do czego znak ów się odnosił. Z czasem funkcję porozumiewania się przejął głos, co pozwoliło uwolnić ręce. Może właśnie dlatego język migowy tak naturalnie budzi się u Głuchych, gdy tylko zaczynają uczyć się znaków?

Języki migowe cechuje ikoniczność m.in. dlatego, że wciąż są młode – najstarsze mają przecież około dwustu lat. Związek między znakiem a jego denotacją jest więc nadal widoczny, np. w takich wyrazach jak „dom”, który powstaje przez złożenie dwóch dłoni w kształt dachu, czy „telefon”, kiedy dłoń udaje słuchawkę. Wraz z rozwojem języka, kiedy pojawiają się pojęcia abstrakcyjne i konieczność nazywania tych elementów rzeczywistości, których nie sposób zobrazować odwołaniem do kształtu, musi się pojawić asocjacja, porównanie, metonimia. Trzeba się na coś umówić – to zresztą kluczowe wyrażenie w badaniach nad językiem migowym, który jest oparty na konwencji. Ale czy to coś nowego?

No właśnie nie języki foniczne też są skonwencjonalizowane, co można uznać za kolejny argument na rzecz równouprawnienia języków migowych. Intryguje Pana poszukiwanie uniwersalnych mechanizmów językowych tego, co wszystkie języki łączy?

Noam Chomsky, jeden z najwybitniejszych współczesnych lingwistów, postuluje istnienie tzw. gramatyki uniwersalnej, czyli zakodowanej w naszym genomie – wspólnej wszystkim ludziom i odróżniającej nas od zwierząt – podstawowej kompetencji w zakresie tworzenia zdań. Choć ta teoria wzbudza we współczesnej nauce wiele kontrowersji, wydaje się że dogłębne zrozumienie i opisanie mechanizmów ludzkiej komunikacji nie jest możliwe bez uwzględnienia języków migowych. Języki te nie wywodzą się z języków fonicznych, a mimo to Głusi komunikują się za pomocą zdań, które nie różnią się pod względem złożoności strukturalnej od zdań wypowiadanych przez słyszących. Zdolność do opowiadania o świecie, który nas otacza, za pomocą konstrukcji zdaniowych nie jest zatem zależna od medium komunikacji. Istotne jest bowiem to, co mamy do powiedzenia, a nie – w jaki sposób swe myśli wyrażamy. Warto, byśmy pamiętali o tym w kontaktach z Głuchymi.

Dr PAWEŁ RUTKOWSKI (ur. 1978 w Białymstoku) jest kierownikiem Pracowni Lingwistyki Migowej Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat programów FNP: START (2003,2004), FOCUS (2009), INTER (2012), MENTORING (2012).

Czytaj także: Zwykła chęć poznania – z dr hab. Eweliną Knapską, biologiem badającym mózgowe podłoże emocji, rozmawia Patrycja Dołowy

Cofnij