Słowo wstępne prof. Lecha Szczuckiego
Słowo wstępneWybierając jako temat trzeciej naszej konferencji (Jachranka,15-16 października 1998) "Naukę i nauczanie" mieliśmy, rzecz jasna, na uwadze również i aktualną sytuację. Od kilku bowiem lat mamy w Polsce do czynienia z ekspansją rozmaitych form szkolnictwa wyższego, z powstaniem licznych uczelni prywatnych, z utworzeniem studiów płatnych w uczelniach państwowych. Jest to sytuacja nowa i chciałoby się wiedzieć, jak w tych nowych warunkach wygląda relacja nauka-nauczanie.
Powierzchowny ogląd wiedzie do konkluzji, że istnieje poważny rozziew między dwoma dziedzinami, w tym mianowicie sensie, że badania naukowe zeszły na dalszy - czy wręcz najdalszy - plan, nauczanie zaś przybiera postać bezpośredniego przygotowania do zawodu, w wąskim wielce ujęciu. Nasuwa się tu, oczywiście, pytanie, czy tradycyjny model oparty na bliskim związku mistrza z uczniem jest możliwy do utrzymania przy nauczaniu masowym. To pytanie pierwsze. Pytanie zaś drugie dotyczy efektywności i zarazem poziomu owego kształcenia masowego, zwłaszcza na tzw. studiach płatnych, czy to w uczelniach państwowych, czy to prywatnych. By ograniczyć się do tych pierwszych, odnosi się często wrażenie, iż studenci wnoszący opłaty traktowani są gorzej od swych kolegów ze studiów dziennych, bo kształci się ich z mniejszą starannością i oddaniem. Myślę, że do tych - i innych jeszcze - kwestii powrócą w swych wystąpieniach uczestnicy naszej konferencji.
Istnieje w naszym środowisku rozpowszechnione mniemanie, że wszystkie te bolączki i patologie dałoby się łatwo usunąć, gdyby tylko podnieść nakłady finansowe na naukę i szkolnictwo wyższe. Nie podzielam tego optymizmu, choć kondycję materialną nauki i szkolnictwa wyższego również uważam za skandaliczną. Sądzę jednak, że nawet po znaczącej poprawie owej kondycji czekałaby nas długa i trudna droga. W przekonaniu zaś tym umacnia mnie przykład kraju, który znam dość dobrze i w którym bywam regularnie od trzydziestu pięciu lat - Włoch. Nauczyciele akademiccy w Italii zarabiają na przyzwoitym poziomie zachodnioeuropejskim, a przecież sytuacja na tamtejszych uniwersytetach jest bardzo ostro krytykowana również przez samych profesorów. Czytałem niedawno książkę włoskiego językoznawcy, profesora rzymskiej Sapienzy, Raffaelle Simoni pt. "L'universita dei tre tradimenti"; która doczekała się pięciu bodaj wydań (czytałem to z 1994 r.). Te trzy zdrady ("tre tradimenti") popełnione przez włoskie uniwersytety to: 1) zaniedbanie służby publicznej, co wyraża się w tym, że stanowią one chaotycznie i nieracjonalnie zorganizowane twory marnujące bezkarnie grosz podatnika, 2) zaniechanie lub zaniedbanie badań oraz kontroli osiągniętych wyników (tu wszakże dodać warto, iż autor wyklucza z tych oskarżeń wydziały matematyczno-przyrodnicze), 3) oferowanie studentom czwartorzędnej dydaktyki.
Gdy dodać do tego niepokojące sygnały nadchodzące z innych krajów europejskich - Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii - nasuwa się wniosek, że stoimy w obliczu ogólnoeuropejskiego kryzysu relacji nauka - nauczanie czy w ogóle kryzysu tradycyjnego modelu uniwersytetu. Do tego można dorzucić jeszcze kryzys wartości i - powinności - uznawanych do niedawna za nienaruszalne przez kulturę zachodnią. Ale rozważania na ten temat zaprowadziłyby może zbyt daleko, a na wstępie naszej konferencji brzmią zapewne i tak zbyt pesymistycznie.
Lech Szczucki
15 października 1998 r.