|Mapa strony |FAQ |English |Szukaj 
Znajdź program
 
FNP w prasie
  Najnowsze
  Głosy o fundacji
 
Przedstawiciele fundacji w prasie
  Prasa o laureatach i beneficjentach FNP
  Spór z Izbą Skarbową
  Recenzje książek
 
  FNP w prasie \ Prasa o laureatach i beneficjentach FNP    
   


06.11.2001
Białko p53, białka opiekuńcze a rak

Naukowcy z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej w Warszawie wyjaśnili jedną z tajemnic niezwykle ważnego białka w naszym organizmie - białka chroniącego nas przed rakiem. Z tego może narodzić się nowy, zupełnie inny niż dotąd lek na nowotwory

Ludzka komórka to gigantyczna fabryka, w której bezustannie wre praca. Na podstawie informacji zawartej w jądrze produkowane są wciąż nowe białka. W mitochondriach rozkładane są substancje odżywcze, dzięki czemu komórka na bieżąco zaopatrywana jest w energię. Siecią kanalików wewnątrzkomórkowych stale coś płynie w tę lub z powrotem, a DNA w jądrze nieustannie ulega powieleniu, w wyniku czego komórka może się podzielić na dwie potomne. Ponieważ wciąż tyle się dzieje, o błąd nietrudno. Na dodatek wszystkie te ważne procesy wcale nie toczą się w komfortowych warunkach. Komórki naszego ciała co i rusz narażone są na najrozmaitsze stresy - wysokiej bądź niskiej temperatury, skaczącego stężenia jonów, a także czynników wyjątkowo perfidnie uszkadzających DNA, takich jak promieniowanie ultrafioletowe, czy niektóre chemikalia zawarte w dymie tytoniowym.

W sytuacji zagrożenia komórka musi reagować natychmiast - inaczej nasz organizm przetrwałby góra kilka miesięcy. Systemów zabezpieczeń jest wiele, jeden z nich wydaje się jednak szczególnie istotny. Wiąże się z białkiem p53, okrzyczanym kilka lat temu cząsteczką roku i opisywanym na wiele sposobów w tysiącach publikacji.


Ratować, czy niszczyć

W chwili gdy dzieje się coś złego, p53 zachowuje się jak szef straży pożarnej. Opuszcza cytoplazmę i wjeżdża na sygnale do jądra komórkowego, gdzie natychmiast wydaje dyspozycje. Pierwszym posunięciem szefa jest zablokowanie wszystkich przygotowań do podziału komórki. Kolejny krok to wysłanie na ratunek całego zastępu białek-strażaków, których zadaniem jest naprawa uszkodzeń w DNA. Białka te biegną wszędzie tam, gdzie został wzniecony ogień, innymi słowy sprawdzają, gdzie w informacji genetycznej pojawiły się błędy, wycinają wadliwe i ich na miejsce wstawiają właściwe fragmenty DNA. Szef straży pożarnej przez cały czas ocenia postępy akcji ratunkowej. Od jej powodzenia zależą dalsze losy komórki. Gdy gaszenie pożaru idzie sprawnie, komórkę daje się uratować, jeśli nie, taki na wpół wypalony dom lepiej w porę zburzyć. Jeżeli się tego nie zrobi, od ognia gotowe się zająć sąsiednie domy, a wtedy zaczyna się niekontrolowany pożar, czyli rak.

P53 musi więc podjąć strategiczną decyzję - ratujemy dalej, czy też wstrzymujemy akcję, a komórce nakazujemy popełnić harakiri.


Nadgorliwość nie popłaca

Tak wygląda scenariusz gaszenia pożaru, jeśli szef straży jest kompetentny. Co się jednak dzieje, gdy szef zaśpi, nie dojedzie w porę na miejsce katastrofy albo wyda błędną decyzję, innymi słowy - kiedy samo białko p53 jest uszkodzone?

Jak nietrudno przewidzieć, ugodzenie w głównodowodzącego musi przynieść opłakane skutki nie tylko dla pojedynczej komórki, ale także dla całego organizmu. Bez sprawnie działającego p53 błędy w budowie DNA zaczynają pojawiać się w kolejnych pokoleniach komórek, a stąd już tylko krok do niekontrolowanych podziałów, czyli nowotworu.

I rzeczywiście. Lekarze od lat obserwowali wyraźną korelację - nowotwór złośliwy na ogół pojawiał się u tych pacjentów, którzy mieli w taki czy inny sposób uszkodzone białko p53. W przypadku niektórych rodzajów raka płuca podobną zależność stwierdzono aż w 90, a raka piersi w 50 proc. No właśnie. Dlaczego w 50, a nie 100? Dlaczego tylu chorych na raka ma prawidłowo zbudowane p53, a jednak zapadli na nowotwór?

- Ta zagadka długo nie dawała nam spokoju - mówi prof. Maciej Żylicz z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej UNESCO-PAN w Warszawie. Dziś Żylicz uśmiecha się z zadowoleniem: - Po latach badań wreszcie wydaje się nam, że rozumiemy, co się za tym kryje.


Białko zagłaskane na śmierć

Kierowany przez niego zespół naukowców (w skład którego wchodził doktorant z USA Frank King oraz dr hab. Alicja Wawrzynow) prześledził krok po kroku losy p53 w komórce. Szczegóły ich pracy opublikuje najnowsze wydanie "The European Molecular Biology Organization Journal".

Okazuje się, że białko p53 może być pod każdym względem prawidłowe, ale nie jest w stanie rządzić akcją ratunkową w jądrze, gdyż zawodzą jego specjalni pomocnicy tzw. białka opiekuńcze - Hsp70.

Jak do tego dochodzi? Otóż w sytuacji stresowej może pojawiać się zbyt duża ilość Hsp70, które tak intensywnie opiekują się p53, że wręcz "zagłaskują je na śmierć". W efekcie szef straży pożarnej albo w ogóle nie dociera do jądra, albo nie jest w stanie wydawać dyspozycji. Rezultat - wiadomo - choroba nowotworowa.

Dlaczego te intymne oddziaływania dwóch komórkowych białek są tak ważne? - Ponieważ nie tylko lepiej zrozumieliśmy, dlaczego ludzie zapadają na raka, ale stworzyliśmy też doskonały układ do testowania nowych leków przeciwnowotworowych - tłumaczy Żylicz. - Co istotne, nasz test można od początku do końca przeprowadzić w probówce, a nie na całym organizmie, co - pomijając względy etyczne - jest zawsze obciążone sporym błędem.

- Możemy więc do tej probówki włożyć białka p53 i Hsp70, a potem dodawać, jedną po drugiej, tysiąc substancji blokujących Hsp70 i wybrać tę jedną jedyną, która będzie najskuteczniejsza i jednocześnie najbezpieczniejsza - ciągnie Żylicz. - Z tego może być nowy, jakże potrzebny, lek antynowotworowy działający na zupełnie innej zasadzie niż dotychczasowe specyfiki.

Sławomir Zagórski


Źródło: http://wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=524407&dzial=01060501


 

   
 
 
    projekt: OS3 multimedia