|Mapa strony |FAQ |English |Szukaj 
Znajdź program
 
FNP w prasie
  Najnowsze
  Głosy o fundacji
 
Przedstawiciele fundacji w prasie
  Prasa o laureatach i beneficjentach FNP
  Spór z Izbą Skarbową
  Recenzje książek
 
  FNP w prasie \ Prasa o laureatach i beneficjentach FNP    
   


18.12.2001
Między głodem a drapieżcą

To dzięki drapieżcom nasz świat jest tak bardzo różnorodny - twierdzi prof. Z. Maciej Gliwicz, uhonorowany nagrodą Fundacji na rzecz Nauki Polskiej za wykazanie ogromnego wpływu drapieżników na środowisko


Prof. dr hab. Zbigniew Maciej Gliwicz
Fot. Jacek Marczewski / AG

WOJCIECH MIKOŁUSZKO: Postawił Pan śmiałą hipotezę, że aby woda w jeziorze stała się czystsza, należy wybić ryby. Trudno w to uwierzyć.

PROF. Z. MACIEJ GLIWICZ: Ale my to udowodniliśmy! Przed dziesięciu laty moi współpracownicy z zakładu hydrobiologii przeprowadzili eksperyment na niewielkim jeziorze Wirbel koło Świętej Lipki. Wytruli tam wszystkie ryby. Czystość wody wyraźnie się poprawiła.

Biedne rybki!

- Są oczywiście mniej radykalne sposoby, np. straszenie ryb. Gdy płotka lub ukleja zostanie zraniona, z jej skóry wydziela się substancja alarmowa, którą inne ryby odbierają jako informację o niebezpieczeństwie. Wpuszczając tę substancję do jeziora, można sprawić, by ryby schowały się przy dnie lub przy brzegu. Innym sposobem jest racjonalna gospodarka rybacka - trzeba łowić mniej sandaczy i dużych okoni, a więcej płoci. W obu przypadkach woda staje się czystsza.

Co ma wspólnego trucie czy straszenie ryb lub właściwa gospodarka rybacka z czystością wody?

- A jak wygląda woda latem w jeziorach mazurskich?

Przypomina ciepłą, zieloną zupę.

- No właśnie. W jednym mililitrze znajdzie pan tysiące glonów. Rozmnażają się praktycznie bez przeszkód.

A kto mógłby im przeszkodzić?

- Zwierzęta planktonowe, czyli drobne raczki unoszące się w toni wodnej, które zdobywają pokarm - glony planktonowe - bez przerwy filtrując wodę. W naszej strefie klimatycznej są to przede wszystkim liczne gatunki rozwielitek (dafni), skorupiaków wielkości 0,5-5 mm. Zwierzętami planktonowymi żywią się zaś ryby planktonożerne, takie jak płocie czy stynki. W jeziorze, w którym nie ma ryb...

To chyba rozważanie teoretyczne, bo czy jest gdzieś na świecie duże jezioro bez ryb?

- Nawet w Polsce mamy całkowicie bezrybny Czarny Staw pod Rysami. W USA, niedaleko Salt Lake City, jest Wielkie Jezioro Słone wielkości jednej trzeciej Bałtyku, w którym zupełnie nie ma ryb. Zwierzęta planktonowe działają w takim tempie, że na przykład w Wielkim Jeziorze Słonym cała woda jest przez nie przefiltrowywana trzy razy dziennie. Niech pan sobie wyobrazi, jakim trzeba być glonem, żeby przetrwać! Dlatego woda jest tam przezroczysta.

A gdyby były tam ryby...

- Ryby najchętniej odżywiają się dużym zwierzęcym planktonem, bo im zwierzę większe, tym bardziej widoczne. W obecności ryb pozostają więc tylko małe zwierzęta planktonowe, które nie potrafią zjeść dużych glonów. Te mogą więc masowo się rozmnażać. Efekt? Zakwity wód. Jeśli uda się zmniejszyć intensywność żerowania ryb, to zwierzęta planktonowe lepiej się najadają, szybciej rosną i się rozmnażają. A im jest ich więcej, tym więcej jedzą glonów i woda staje się czystsza.

Dlaczego jeziora mazurskie "kwitną" tylko latem, skoro ryby są tam przez cały rok?

- Aktywność ryb, glonów i zwierząt planktonowych zależy w dużej mierze od temperatury wody i natężenia światła. Zimą temperatura jest tak niska, że życie toczy się na zwolnionych obrotach. Wiosną za to startują wszyscy, 50 gatunków, może sto. Ryby są wtedy zajęte tarłem i jedzą niewiele. Zwierzęta planktonowe zwiększają więc swoją liczebność, zjadają ogromne liczby glonów i stąd bierze się tzw. wiosenna faza czystej wody. Rybie tarło kończy się w czerwcu. Jednocześnie ze złożonej ikry wylęga się nowe, głodne pokolenie. Liczba ryb gwałtownie rośnie a zwierząt planktonowych spada, co prowadzi do wzrostu liczby glonów. I dlatego wody "kwitną" latem.

A może latem glonów przybywa, bo po prostu mają cieplejszą wodę i więcej światła?

- Tak uważano w czasach, gdy pisałem pracę doktorską. Wydawało się oczywiste, że jedne gatunki glonów wolą wodę chłodniejszą, inne cieplejszą i że wiosną dominują te pierwsze, a latem te drugie i te drugie powodują zakwity. Ja też tak sądziłem. Do czasu, gdy w 1969 r. pojechałem na staż podoktorski w Strefę Kanału Panamskiego. Wraz z moją żoną Joanną byliśmy rezydentami położonej na bezludnej wyspie Stacji Terenowej Instytutu Badań Tropikalnych Smithsona. Wyspę otaczało wielkie jezioro Gatun. Zamieszkiwały je zwierzęta znane mi z polskich jezior, ale żyły one w innych warunkach. Przez okrągły rok miały 12 godzin nocy, 12 godzin dnia i wodę o stałej temperaturze ok. 30 st. C. A mimo to widać było zmiany w liczbie osobników i gatunków zwierząt planktonowych! Ich przyczyną nie mogła być więc długość dnia, stopień nasłonecznienia czy temperatura. Doszedłem wówczas do wniosku, że główną przyczyną jest drapieżnictwo ryb. Potwierdziłem to potem w Polsce. Ale żeby odkryć, jak ogromny wpływ drapieżcy wywierają na swoje środowisku, trzeba było pojechać do tropików.

Drapieżcy? Tak określa się rekiny, ewentualnie szczupaki czy sandacze, ale małe płotki...

- Skoro płotki zabijają i zjadają dafnie, to te pierwsze są drapieżnikami, a te drugie ofiarami. Co do tego nie ma wątpliwości. Kontrowersyjny jest natomiast pogląd, że dafnie też są drapieżcami - w stosunku do glonów.

To tak, jakby drapieżcą nazwać królika.

- Królik, jeleń czy antylopa nie zabijają roślin. Obgryzają je, ścinają, urywają, wysysają, tną, krótko mówiąc, zabierają kawałek, przy okazji często stymulując ich wzrost. Natomiast zwierzęta planktonowe zjadają całe glony i tym samym je zabijają. Moim zdaniem można je więc określić słowem drapieżcy. Tym bardziej że ich wpływ na glony jest prawie taki sam jak wpływ ryb na zwierzęta planktonowe.

Taki sam, czyli jaki?

- W Jeziorze Mikołajskim, gdzie ryb nie brakuje, żyje ok. 50 gatunków zwierząt planktonowych. Natomiast jeziora bezrybne, takie jak Czarny Staw pod Rysami czy Wielkie Jezioro Słone, zamieszkuje wyłącznie jeden gatunek. W tym pierwszym jest to duża, ponaddwumilimetrowa, czerwona rozwielitka Daphnia pulicaria. W drugim zaś - blisko dwucentymetrowej długości skorupiak Artemia franciscana z rzadko spotykanej u nas grupy liścionogów. Zimą w stanie Utah temperatura spada poniżej zera i artemie przechodzą w stan spoczynku. Ten czas wykorzystują glony, które zaczynają się rozmnażać na potęgę. Jezioro staje się oszalale zielone. Są to przy tym glony tylko jednego gatunku! Wystarczy jednak tydzień wiosny, kiedy artemie znów zaczynają intensywnie filtrować, by glon, który zdominował jezioro zimą, stał się jednym z wielu gatunków. I to jest właśnie wpływ drapieżcy na ofiarę, o który pan pytał.

To jakiś paradoks! Wydaje się, że właśnie gdy nie ma drapieżcy, ofiary mogą mnożyć się, rozwijać i rosnąć do woli.

- Tak, ale do czasu. Dość szybko, wskutek ich dużej liczby zaczyna brakować pokarmu. W warunkach, gdy niemal wszystkie glony są już zjedzone, najlepiej radzą sobie zwierzęta planktonowe o dużych rozmiarach. Potrafią "uzbierać" tyle pokarmu, by urosnąć, osiągnąć dojrzałość płciową i wydać na świat potomstwo. W ten sposób na placu boju pozostaje zwykle jeden największy gatunek. Mniejsze zostają "wykolegowane" - umierają z głodu lub nie mogą urosnąć na tyle, by mieć dzieci. Na przykład Daphnia pulicaria z Czarnego Stawu potrzebuje roku, by osiągnąć dojrzałość płciową, podczas gdy rozwielitkom z Jeziora Mikołajskiego wystarcza na to sześć dni.

Czy to oznacza, że życie w obecności drapieżcy jest lżejsze?

- Jak dla kogo. Ryba rozgląda się dookoła, widzi różne zwierzęta i szacuje ich liczebność. Na ofiarę wybiera te lepiej widoczne - duże i kolorowe. Ponieważ dostrzega je z większej odległości, przecenia ich zagęszczenie. Dopiero kiedy liczebność dużego gatunku zmniejszy się, ryba zaczyna jeść drobniejsze ofiary. Dlatego na Mazurach w jednym litrze wody jest przeciętnie tylko jedna duża rozwielitka Daphnia hyalina, a aż dziesięć mniejszych z gatunku Daphnia cuculata. Co ciekawe, takie zagęszczenie populacji jest zarówno w żyznym, jak i ubogim jeziorze. Różnica polega na tym, że w ubogim dafnie będą rosły wolno i składały mniej jaj, w żyznym zaś szybciej. Ale o ich liczebności zadecydują ryby, a nie tempo rozrodu.

A nie mogą uciec czy schować się przed drapieżcą?

- Ja badam zwierzęta wód otwartych....

Wód otwartych? Co to znaczy?

- Dobrze to oddaje angielska nazwa offshore, czyli z dala od brzegu. W języku polskim tę część jeziora określamy jako wody otwarte albo pelagial. Tu nie ma kryjówek, woda jest zwykle przezroczysta i zwierzęta planktonowe narażone są na ataki drapieżców nieprzerwanie. Jedynym sposobem obrony jest ucieczka w dół, tam, gdzie jest ciemno i ryby nie są w stanie ich zauważyć.

Jeżeli w głębinach jest bezpiecznie, to dlaczego nie siedzieć tam cały dzień?

- Bo zimno, a przede wszystkim nie ma pokarmu - glonów, które do życia potrzebują światła. Jeśli zwierzęta planktonowe chcą się najeść, muszą płynąć ku powierzchni. Tam zaś stają się widoczne dla ryb. Szukają więc kompromisu - tak aby nie zostać zjedzonymi i nie umrzeć z głodu. Najczęściej za dnia kryją się na głębokości kilkudziesięciu metrów, a nocą wypływają na żerowanie blisko powierzchni. W Czarnym Stawie pod Rysami, gdzie nie ma ryb, dafnie całą dobę spędzają tuż pod powierzchnią wody. W Morskim Oku, w którym ryby są od zawsze, za dnia zwierzęta planktonowe siedzą na głębokości 40 m, a nocą gdzieś na 8 m. W innych jeziorach, gdzie ryby zostały wpuszczone przez człowieka w XVIII i XIX w., plankton za dnia chowa się na głębokość 20 lub 10 m.

Skoro dafnie wypływają z głębin tylko nocą, jakim cudem ryby potrafią je zauważyć?

- Nocą na zwierzęta czyhają przeróżne pułapki. Jedną z nich odkryłem, gdy na początku lat 80. jako ekspert FAO znalazłem się w Mozambiku. Moim zadaniem było poznanie jeziora Cahora Bassa - zbiornika zaporowego na rzece Zambezi. Ponieważ przez pierwsze miesiące byłem pozbawiony profesjonalnego sprzętu do badań, z nudów pobierałem bardzo dużo próbek wody i oglądałem je pod pożyczonym z miejscowej szkoły mikroskopem. Dość szybko odkryłem zadziwiającą cykliczność w liczebności zwierząt planktonowych. Jest ich dużo, codziennie coraz więcej, a w pewnym momencie w ogóle znikają. Zorientowałem się, że dzieje się tak tuż po pełni Księżyca. Myślałem, że to przypadek, ale w następnym miesiącu zjawisko powtórzyło się. Kiedy doleciał sprzęt, miałem już swoją hipotezę. W rejonach tropikalnych ciemność zapada nagle. Zwierzęta planktonowe wypływają wtedy ku powierzchni na żerowanie. W czasie pełni jednak Księżyc wschodzi dokładnie wtedy, kiedy Słońce zapada po drugiej stronie. Ponieważ zaś w Mozambiku noce są bezchmurne, świeci tak mocno, że plankton nie odważa się na opuszczenie głębin. Inaczej jest kolejnej nocy. Księżyc jest nadal bardzo jasny, ale wschodzi dopiero godzinę po zachodzie Słońca. Przez godzinę panuje więc całkowita ciemność. Wszystkie zwierzątka zasuwają do samej powierzchni, by objadać się glonami. I wtedy Księżyc, prawie w pełni, wschodzi. Plankton staje się doskonale widoczny dla oczekujących na ten moment ryb. Następuje prawdziwa rzeź. W ciągu pół godziny populacja zwierząt planktonowych zostaje zdziesiątkowana. W jeziorze Cahora Bassa żyją słodkowodne sardynki z gatunku Limnothrissa miodon, które z jeziora Tanganika do Zambezi przeniósł człowiek. Są one mistrzami w wyłapywaniu zwierząt planktonowych. Przez większą część miesiąca w ich przewodach pokarmowych znajdowałem jednak głównie piasek i korę obgryzioną z zatopionych drzew, czasem tylko owada zebranego z powierzchni lub zabłąkaną dafnię. Tymczasem w noc po pełni jedna sardynka miewała w przewodzie pokarmowym do 4 tys. zwierząt planktonowych! Zmieniał się nawet jej wygląd - niemiłosiernie rozepchany żołądek zwisał niczym balon. Odkryłem, że ryby te najadają się i rosną tylko raz w miesiącu - dzięki zjawisku, które nazwałem pułapką księżycową. Kiedy ją opisałem, wszyscy się łapali za głowę, dlaczego sami wcześniej tego nie zaobserwowali.

Czy w podobne pułapki mogą też wpaść zwierzęta planktonowe z naszej strefy klimatycznej?

- Po powrocie do Polski bardzo długo szukałem pułapki księżycowej. Szybko jednak się okazało, że po pierwsze - nasze niebo zwykle jest zachmurzone, a po drugie - Słońce nie zachodzi nagle i po jego zniknięciu jeszcze przez dwie godziny jest jasno. Stwierdziliśmy jednak na przykład, że przy zasłoniętym chmurami Księżycu zwierzęta planktonowe przenoszą się bliżej powierzchni i kiedy chmura się przesuwa, to ryby przez 10-15 min widzą lepiej i zjadają zaskoczone dafnie. Pułapkami może też być światło błyskawic. A zatem to działa, chociaż nie odgrywa tak wielkiej roli jak w tropikach.

Czy wnioski o ogromnej roli drapieżcy odnoszą się również do życia na lądzie?

- Środowisko wód otwartych charakteryzuje się dużą jednorodnością. Dlatego jest wygodnym warsztatem badań. Na lądzie ofiara, ukrywając się przed drapieżcą w norze, dziupli czy między drzewami, chowa się też przed naszym wzrokiem. Moim zdaniem zależności są jednak podobne. Tak jak w wodzie pojawienie się ryb jest przyczyną zróżnicowania gatunkowego zwierząt planktonowych, tak samo na lądzie wilki, rysie, ptaki czy nietoperze działają na roślinożerców. Bez drapieżców świat byłby bardzo monotonny.

Rozmawiał Wojciech Mikołuszko

Źródło: http://wyborcza.gazeta.pl/info/artykul.jsp?xx=609977&dzial=010600

 

   
 
 
    projekt: OS3 multimedia