| |
|
NUMER
16/2001 (2294)
Rozmowa z prof. Janem Węglarzem, informatykiem, o inteligentach
i sztucznej inteligencji
Dobry rozkład zajęć
Niepokoi mnie niepodejmowanie przez młodych, zdolnych informatyków
pracy w uczelniach. W konsekwencji już niedługo zabraknie
u nas kadry mogącej kształcić twórczych informatyków. Nie
można bowiem kształcić na wysokim poziomie bez prowadzenia
badań. Niestety, nie widać jasnej polityki państwa, która
przeciwstawiałaby się tej niebezpiecznej dla kraju tendencji.
EDWIN BENDYK
"2001. Odyseja kosmiczna" stworzona przez Stanleya
Kubricka i Arthura C. Clarka przed ponad 30 laty nakreśliła
wizję
informatyki na początku trzeciego tysiąclecia. Komputer HAL,
kluczowa postać kultowego już filmu, potrafi nie tylko mówić,
myśleć i grać w szachy. Umie czytać z ruchu ust i obdarzony
jest typowo ludzkimi cechami: ma uczucia i odczuwa wątpliwości.
Jak naprawdę wygląda informatyka w 2001 r.?
Wizja ta dotyczy tzw. sztucznej inteligencji, jednego z
wielu, choć niekoniecznie najważniejszego działu informatyki,
zwłaszcza jeśli chodzi o praktyczne zastosowania, bardzo
natomiast podatnego na fantazjowanie. Jest to wizja maksymalistyczna,
traktująca sztuczną inteligencję zgodnie z definicją Marvina
Minsky?ego, czyli jako naukę o maszynach realizujących zadania
- które gdyby były realizowane przez człowieka - wymagałyby
inteligencji.
Osobiście wolę definicję Feigenbauma i McCorducka, według
której sztuczna inteligencja to dział informatyki zajmujący
się symboliczną reprezentacją wiedzy i symbolicznym wnioskowaniem
przez komputer z wykorzystaniem tej wiedzy. To że komputer
jest nie tylko urządzeniem do obliczeń arytmetycznych, ale
ogólnym systemem przetwarzania symboli, zauważono już ok.
60 lat temu. Rozwój badań nad sztuczną inteligencją, możliwy
m.in. dzięki postępowi w całej informatyce, przebiegał bardziej
w zgodzie z definicją Feigenbauma i McCorducka niż Minsky?ego.
Pan jednak pytał o informatykę w 2001 r. Powiem krótko:
co oznacza ona w codziennym życiu, każdy widzi. Mało kto
natomiast zdaje sobie sprawę z tego, czym jest informatyka
jako dyscyplina naukowa i jakie jest jej miejsce we współczesnej
nauce. A przecież przedmiotem zainteresowania tej dziedziny
jest wszystko, co wiąże się z informacją i jej przetwarzaniem.
Nie chodzi więc tu tylko o systemy elektroniczne, czyli współczesne
komputery, ale także systemy znacznie ogólniejsze - fizyczne
i biologiczne. Michio Kaku, znany fizyk japoński, w swej
książce ?Wizje? uważa nawet, że do opisu świata materialnego
wystarczy w zasadzie fizyka i informatyka, gdyż już nawet
genetykę molekularną można traktować jako dział informatyki.
Czy nie obawia się pan, że w pewnym momencie technologia
może wymknąć się spod kontroli? W ubiegłym roku Bill Joy,
kierujący badaniami w koncernie Sun Microsystems, napisał
katastroficzny esej ?Dlaczego przyszłość nie potrzebuje nas??
(Why the future doesn?t need us?). Pisze w nim, że na skutek
systematycznego wzrostu mocy mikroprocesorów zgodnie ze słynnym
prawem Moore?a pojawienie się sztucznej inteligencji jest
tylko kwestią czasu - najbliższych 20-30 lat. Połączenie
takiego rozwoju informatyki z postępem w biologii molekularnej
i nanotechnologii ma doprowadzić do odebrania gatunkowi ludzkiemu
luksusowej pozycji ?korony stworzenia? i może wręcz zakończyć
się unicestwieniem ludzkości. Czy akceptuje pan taką wizję?
Zakończmy najpierw wątek związany ze sztuczną inteligencją
czy raczej jej granicami. Te ostatnie wyznacza przekonanie
genetyków, że mózgu nie można sklonować (por. wywiad z prof.
Piotrem Słonimskim (POLITYKA 52/2000), więc tym bardziej
nie można go w pełni zastąpić tworem sztucznym.
Natomiast istota pańskiego pytania sprowadza się do tego,
czy rozwój nauki prowadzi do rozwoju cywilizacji, czy też
do jej unicestwienia. Moim zdaniem jest to pytanie o to,
czy rozwój nauki jest zsynchronizowany z rozwojem moralnym
ludzkości, czy też nie. Osobiście wierzę, że tak, choć jest
to bardziej sprawa wiary niż empirii.
Stworzył pan uznaną na świecie szkołę naukową - domyślam
się, że Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, która ostatnio
przyznała panu nagrodę, próbowała oddać istotę pańskich prac
w werdykcie. Mam jednak obawy, że sformułowanie ?rozwijanie
metod projektowania informatycznych systemów zarządzania
i sterowania produkcją, wykorzystujących szeregowanie dyskretno-ciągłe?
jest niezrozumiałe dla wielu czytelników.
Rzeczywiście, to dosyć hermetyczna puenta, jednak to, co
robimy, dotyczy problemów spotykanych nie tylko w przemyśle
czy w systemach komputerowych, ale także w codziennym życiu.
Praktycznie wszędzie występują bowiem zadania, które trzeba
jak najlepiej wykonać dysponując ograniczonymi zasobami.
Wyobraźmy sobie np. szkołę, która ma rozplanować zajęcia
dla kilkunastu klas.
Do wykonania tych zajęć (zadań) służą pewne zasoby - nauczyciele,
sale lekcyjne, a dodatkowym ograniczeniem jest ich dostępność
w czasie. Problem polega na tym, by te ograniczone zasoby
tak przyporządkować do zadań, aby otrzymany rozkład zajęć
był jak najlepszy. W przypadku szkoły zagadnienie jest stosunkowo
proste, przynajmniej jeśli chodzi o model matematyczny, ale
jeśli weźmiemy gospodarkę państwa, gdzie należy zrealizować
olbrzymią liczbę zadań, dla których wykonania dysponujemy
wielką różnorodnością zasobów: ludzi, pieniędzy, energii,
surowców itd., to określenie ich optymalnego wykorzystania
jest sprawą skomplikowaną. Jednym z elementów komplikujących
jest fakt, że możemy mieć do czynienia z zasobami różnej
natury: ciągłymi, jak np. pieniądze lub energia, i dyskretnymi,
czyli dzielącymi się na jednostki, jak obrabiarki czy środki
transportu. By poradzić sobie z tymi problemami, potrzebne
są zaawansowane modele matematyczne i algorytmy. W moim zespole
zdecydowaliśmy się zaatakować tę problematykę i w konsekwencji
należymy do inicjatorów nowego kierunku badań o potencjalnie
bardzo istotnym znaczeniu nie tylko dla gospodarki, ale również
samej informatyki. Bowiem w systemie komputerowym również
mamy do czynienia z zasobami: procesorami, pamięcią operacyjną,
urządzeniami zewnętrznymi itd., które należy jak najefektywniej
przydzielać użytkownikom.
Jak wygląda praktyczne wykorzystanie pańskich wyników?
Jeśli chodzi o systemy produkcyjne, to prace mojego zespołu
znacznie wyprzedzają naszą rzeczywistość. Pamiętajmy, że
miernikiem jakości badań naukowych są publikacje w liczących
się wydawnictwach o zasięgu międzynarodowym, a te przyjmują
do druku tylko prace prezentujące najciekawsze rozwiązania
w skali świata. Tymczasem w polskim przemyśle nie istnieją
np. elastyczne systemy produkcji, w których dynamiczne zarządzanie
zasobami różnych typów ma podstawowe znaczenie. Lepiej jest
w zakresie systemów komputerowych - tu niektóre algorytmy
możemy już sprawdzać w praktyce także w naszym kraju. Ponadto
wkrótce otworzą się tu nowe perspektywy - wykorzystanie naszych
wyników w zarządzaniu rozproszonymi zasobami informatycznymi
w powstającej właśnie szybkiej, krajowej sieci komputerowej.
Czy nie obawia się pan, że pańscy absolwenci padną ofiarą
drenażu mózgów i wyjadą do Niemiec lub Stanów Zjednoczonych,
które kuszą specjalną ofertą dla informatyków-obcokrajowców?
Nie obawiam się. Po pierwsze w Polsce dobry informatyk nie
ma problemu z ciekawą i całkiem dobrze płatną pracą. Po drugie,
geograficzne miejsce pracy, zwłaszcza w informatyce, przestaje
mieć istotne znaczenie. Istnieją już zresztą w Polsce ośrodki
tworzące oprogramowanie nawet dla największych koncernów,
mój zespół również otrzymuje różne zadania od partnerów zagranicznych.
Znacznie bardziej niepokoi mnie niepodejmowanie przez młodych,
zdolnych informatyków pracy w uczelniach. W konsekwencji
już niedługo zabraknie u nas kadry mogącej kształcić twórczych
informatyków. Nie można bowiem kształcić na wysokim poziomie
bez prowadzenia badań. Niestety, nie widać jasnej polityki
państwa, która przeciwstawiałaby się tej niebezpiecznej dla
kraju tendencji. Z jednej strony mamy deklaracje poparcia
dla idei społeczeństwa informacyjnego, z drugiej zaś strony
informatyka w uczelniach technicznych, czyli kierunek zdecydowanie
najbardziej kosztochłonny, jest źle traktowana przy podziale
dotacji budżetowej z MEN. Podobnie było do niedawna w Komitecie
Badań Naukowych, który jednak w tym roku wydzielił ok. 8
proc. środków na działalność statutową jednostek naukowych
do podziału według priorytetów, na czym oczywiście informatyka
skorzystała.
Czy słabość przetargowa informatyki akademickiej nie wynika
po części z atmosfery, jaka otacza różne wielkie projekty
informatyczne? Pochłaniają one olbrzymie pieniądze, a sukcesów
nie widać, by wspomnieć złej sławy informatyzację ZUS. Czy
środowisko naukowe nie powinno aktywniej uczestniczyć w takich
projektach, a przynajmniej głośno wyrażać opinie na temat
nieprawidłowości?
Prawda jest taka, że środowisko naukowe nie jest w takich
projektach partnerem, tu w grę wchodzą wielkie pieniądze
i interesy, na które nie mamy wpływu. Poza tym, czym innym
jest ocena projektu pod względem informatycznym, a czym innym
jego wdrożenie, uzależnione nie tylko od nauki i techniki,
ale również np. kwestii prawnych, organizacyjnych czy nawet
politycznych.
Szkoda natomiast, że tak chętnie mówi się o nieprawidłowościach,
a nie dostrzega się sukcesów. Przykładem takiego informatycznego
sukcesu jest zbudowanie w Polsce, ze środków i pod patronatem
KBN, za stosunkowo bardzo skromne pieniądze, nowoczesnej
infrastruktury informatycznej obejmującej miejskie sieci
komputerowe we wszystkich ważnych ośrodkach naukowych i akademickich,
będącej pełnowartościowym elementem infrastruktury międzynarodowej.
Powstały centra superkomputerowe, które choć nie dysponują
systemami o wysokiej mocy obliczeniowej, to jednak oferują
dostęp do nowoczesnych architektur komputerowych i specjalistycznego
oprogramowania. Obecnie rozpoczyna się realizacja programu
Pionier, czyli Polskiego Internetu Optycznego. W jego wyniku
powstanie bardzo nowoczesna infrastruktura, która będzie
służyć nie tylko nauce, ale również umożliwi rozwój szeroko
rozumianych zaawansowanych usług dla społeczeństwa informacyjnego,
takich jak zdalne nauczanie, telemedycyna czy ochrona środowiska.
Źródło:
|
|
|