| |
|
11.03.98
Nr 59
Podróż na Wschód
Wyzwolenie przez zmysły
Wypisano już morze atramentu o specyficznym zjawisku
społecznym XX wieku w Europie i Ameryce Północnej, jakim
jest zafascynowanie
tzw. kulturami Wschodu, religiami Wschodu, wschodnimi technikami
walki, erotyki, oddychania i tak dalej, i tak dalej. Toteż,
po prostu, przyjmijmy ten fakt socjologiczny, zostawmy badaczom
drobiazgowe roztrząsanie powodów orientomanii. Jak zawsze
i wszędzie, są ludzie, dla których jest to zwykła moda, płytka
i powierzchowna, zabawa w Krisznę, Zen, Tao, Jogę. Ale są
i tacy, którzy traktują poważnie ideę "ex oriente lux",
traktują jak Biblię "Podróż na wschód" Carla Gustava
Junga czy "Siddhartę" Hermana Hessego, zaś Mircea
Eliadego niczym guru. Właśnie z myślą o nich napisała kolejną
książkę Joanna Tokarska-Bakir.
W roku 1927 ukazało się pierwsze angielskie tłumaczenie
sakralnego tybetańskiego tekstu "Bar do thos grol chen
mo", co oznacza "Wielkie wyzwolenie przez słuchanie
w bardo" (czyli w okresie między śmiercią a odrodzeniem).
Tekst ten zasłynął pod powszechniej znanym tytułem: "Tybetańska
Księga Umarłych". Od tamtego czasu, mimo upływu dekad,
Księga fascynuje kolejne pokolenia możliwością wyzwolenia
przez zmysły. Poświęcono jej już na świecie niezliczoną ilość
komentarzy, mniej i bardziej uczonych, ale tego aspektu nikt
dotychczas systematycznie nie rozważał. No i masz babo placek,
właśnie "baba", w dodatku "nasza baba" przepięknie
rozpracowała to zagadnienie.
Nie jest ona nowicjuszką ani w pracy naukowej, ani w popularyzowaniu
wiedzy. Pracuje w Katedrze Etnologii i Antropologii Kultury
Uniwersytetu Warszawskiego, ma już na swoim koncie m.in.
takie książki jak "Sól w oku Opatrzności" czy "Łzy
Hagar na pustyni"; kto ich nie czytał, niech żałuje
i niech nadrobi to zaniedbanie.
Teraz przygotowała kolejną ucztę dla wyrafinowanych smakoszy,
i tych, którzy naprawdę interesują się duchową kulturą Wschodu.
Soterologia (od greckiego słowa "soter" - zbawca)
jest gałęzią teologii zajmującą się zbawieniem jako skutkiem
działania bóstwa, odkupieniem winy i grzechu poprzez ofiarę
boga. Historycznie rzecz biorąc, zbawienie odbywało się poprzez
ceremonie, na przykład orfickie, poprzez ofiarę egipskiego
Ozyrysa, w chrześcijaństwie Zbawicielem jest Chrystus poprzez
najwyższą ofiarę ze swego życia. Europejczyk, znający podstawowe
kanony kultury, może bez trudu zrozumieć ten arcyciekawy
wątek soterologii tybetańskiej. Drogą tą postępują nie tylko
najgłębiej wtajemniczeni lamowie na "Dachu Świata",
lecz także, a raczej przede wszystkim tamtejsi zwyczajni,
prości ludzie, którzy odznaczają się nadzwyczaj (w porównaniu
z Europejczykami) rozwiniętą duchową wyobraźnią. Żeby nie
być gołosłownym, zacytujmy: "Sieci używa się do łowienia
ryb. Łówmy ryby i zapomnijmy o sieci. Sideł używa się do
łapania zajęcy. Łapmy zające i zapomnijmy o sidłach. Słów
używa się do wyrażania idei. Pojąwszy ideę, zapomnijmy o
słowach. Jak rozkosznie rozmawia się z człowiekiem, który
zapomniał o słowach".
Europejczyk nie mógł tego pomyśleć, ale może to zrozumieć,
wszelako pod warunkiem, że zda sobie sprawę z następującego
faktu: "(...) wyzwolenie przez zmysły odwołuje się do
zupełnie innego Čpiętra umysłuÇ, do innej jego ČwładzyÇ,
niż ta, której synonimem jest świadomość i pismo. Z pewnością
nie jest nią rozum w sensie ČratioÇ, na pewno jednak umysł,
a więc to, dzięki czemu można poznawać, przy czym natury
tego poznania nie zawęża się do poznania sterowanego świadomie".
Tak pisze we wstępie do swojej książki Joanna Tokarska-Bakir.
W starożytności jednym z wielkich mitów ludzkości była podróż
na zachód, do krainy wiecznej szczęśliwości, na wyspy zaczarowane,
gdzie życie trwa wiecznie. Minęły tysiąclecia, ludzkość się
postarzała, ale - chyba - nie wydoroślała, skoro nadal snuje
młodzieńcze marzenia o niemożliwym, tyle że tym razem owo
niemożliwe lokuje na wschodzie. Ale czy rzeczywiście "to" jest
niemożliwe? Jak pisze Leszek Kolankiewicz we wstępie do "Podróży
na wschód" C. G. Junga, wędrowanie na wschód nie oznacza,
że pielgrzym zmierza do jakiegoś znanego mu, konkretnego,
z góry powziętego celu. Gdyby tak było, byłby jak ślepiec,
jak spętany, niezdolny rzeczywiście do czegokolwiek dotrzeć
i cokolwiek zrozumieć z tego, co się wydarzy podczas drogi.
Na Wschód (nie zaś na wschód) trzeba wędrować inaczej, bez
celu, bez "mety", w stanie otwartości na wszystko.
Również na nowe idee, takie jakie prezentuje w swojej książce
Joanna Tokarska-Bakir. "Aby odbyć taką wędrówkę na Wschód,
wcale nie trzeba na wschód podróżować, można nawet w ogóle
nie ruszać się z miejsca, bo tak pojęty Wschód osiągalny
jest wszędzie i zawsze".
Krzysztof Kowalski
Joanna Tokarska-Bakir "Wyzwolenie przez zmysły. Tybetańskie
koncepcje soterologiczne". Fundacja na rzecz Nauki Polskiej,
Wrocław 1997.
Źródło:
|
|
|