#JestemStartowcem: Z laboratorium do przemysłu. Jak zostałem rzecznikiem patentowym – opowiada dr inż. Cezary Samojłowicz

Dodano: :: Kategorie: Aktualności
-A A+

Dr inż. Cezary Samojłowicz z wykształcenia jest chemikiem organikiem. Obecnie pracuje w „Centrum Optycznych Technologii Kwantowych” prowadzonym przez prof. Konrada Banaszka w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze (QOT MAB) na Uniwersytecie Warszawskim. Jest laureatem programu START z 2012 roku. Na co dzień jako rzecznik patentowy dokonuje syntezy mechaniki kwantowej z prawem własności przemysłowej. W wywiadzie dla Fundacji opowiada o swojej drodze zawodowej z laboratorium do przemysłu, „trollach patentowych” i wyjaśnia, dlaczego naukowcom opłaca się patentować swoje wynalazki.

Dlaczego zdecydował się Pan na karierę w zawodzie rzecznika patentowego*?

Byłem zmęczony pracą w laboratorium, a perspektywa wyjazdu na postdoka i co najmniej rocznej rozłąki z rodziną nie podobała mi się w szczególności. Dlatego szukałem innej ścieżki kariery i dowiedziałem się, że naukowiec po odpowiednim przeszkoleniu może zostać rzecznikiem patentowym. Aplikacja na rzecznika patentowego trwa 3 lata, kosztuje około 30 tysięcy złotych i wymaga przyswojenia pewnej wiedzy z zakresu prawa. Znając doskonale specyfikę pracy naukowej, postanowiłem sprawdzić się jako rzecznik patentowy. Po zdaniu egzaminu konkursowego na polską aplikację rzecznikowską, podjąłem współpracę z prof. Konradem Banaszkiem na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego w ramach projektu PhoQuS@UW. W czasie projektu zgłosiliśmy szereg wynalazków do ochrony patentowej i zbudowaliśmy sieć kontaktów z przemysłem optycznym i fotonicznym. Na koniec projektu PhoQuS wyjechałem na Uniwersytet Stanforda w Kalifornii w ramach programu Top500Innovators organizowanego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, gdzie na żywym organizmie obserwowałem współpracę nauki i biznesu w Dolinie Krzemowej. Natomiast po powrocie z USA zdałem egzamin kwalifikacyjny na polskiego rzecznika patentowego i zdecydowałem się spróbować swoich sił w przemyśle.

W jaki sposób znalazł się Pan w przemyśle i czy ta praca czymś Pana zaskoczyła?

Przypadkowo trafiłem na ogłoszenie na portalu rekrutującym, więc skorzystałem z okazji, złożyłem CV, wybrali mnie i podjąłem pracę w przemyśle petrochemicznym. Była to próba konfrontacji własnej wiedzy i umiejętności naukowca z oczekiwaniami drugiej strony. Bardzo się cieszę z bezcennego doświadczenia zdobytego w czasie ponad 2 lat pracy w największej polskiej spółce petrochemicznej, gdzie uczestniczyłem w ambitnych projektach i pracowałem z fantastycznymi ekspertami w swoich dziedzinach. Niewiele więcej mogę powiedzieć, gdyż obowiązuje mnie tajemnica rzecznika patentowego oraz zapisy umowy o zachowaniu poufności (NDA z ang. non-disclosure agreement).

Co do moich zaskoczeń to było ich kilka. Po pierwsze, umiejętności i wiedza, w jakie wyposaża nas nasza Alma Mater, często bardzo mocno odstają od wymagań stawianych pracownikom przez przemysł. W przemyśle potrzebnych jest wiele umiejętności twardych i miękkich – na styku, prawa, ekonomii, technologii, nauk ścisłych, a nawet psychologii. Moim zdaniem, w kształceniu uniwersyteckim najbardziej efektywny byłby system staży przemysłowych dla studentów, ponieważ tylko w ten sposób mogą oni już na wczesnym etapie własnego rozwoju odpowiednio przekonać się, czym jest praca w przemyśle i odpowiedzieć sobie na pytanie: czy przemysł jest miejscem dla nich?

Po drugie, zaskoczył mnie poziom dbałości przemysłu o zabezpieczenie swoich tajemnic (tajemnice spółki i przedsiębiorstwa, know-how, prawa własności przemysłowej). Tutaj w rozmowach obowiązuje ścisła poufność, a pierwszym elementem jest zawsze podpisanie umowy NDA. Przemysł nie będzie ogłaszał na forum publicznym, z jakimi trudnościami się boryka i jakich usprawnień poszukuje. Naukowcy, którzy chcą współpracować z przemysłem, muszą być blisko przemysłu, pokazywać się na konferencjach branżowych, wymieniać kontakty, doświadczenia, dzięki temu zwiększają swoje szanse na współpracę i sukces.

Po trzecie, i może najważniejsze dla naukowca, przemysł na co dzień nie poszukuje rozwiązań typu „rocket science”, tam konsekwentnie, mozolnie pracuje się nad sprawnym i w pełni kontrolowanym działaniem procesu. Każda niespodzianka jest niechcianym kosztem. W przemyśle chlebem powszednim jest potrzeba sprawnego działania urządzenia czy procesu. Przed zespołem inżynierów technologów stawiane są proste zadania – jak utrzymać lub usprawnić proces, jak zwiększyć wydajność lub zmniejszyć koszty operacyjne. Przestał mnie szybko dziwić często cytowany przykład z przemysłu farmaceutycznego pokazujący, że od odkrycia nowej cząsteczki biologicznie aktywnej do wejścia gotowego leku do apteki mija co najmniej 10-15 lat.

Jakie są Pana dalsze plany?

Obecnie jestem w trakcie uzyskiwania kwalifikacji europejskiego rzecznika patentowego przed Europejskim Urzędem Patentowym. Wróciłem także do pracy naukowej – pracuję w zespole prof. Konrada Banaszka, w nowopowstałej jednostce badawczej Kwantowych Technologii Optycznych (QOT z ang. Quantum Optical Technologies), w ramach programu Międzynarodowe Agendy Badawcze. Technologie kwantowe znajdują się na początku drugiej rewolucji kwantowej, nazywanej hucznie „rewolucją”, ponieważ już za chwilę uzyskamy narzędzie umożliwiające przekucie teorii mechaniki kwantowej (czyli pierwszej rewolucji) w praktyczne zastosowania i realne produkty. Mechanika kwantowa przestaje być prawem natury, a staje się rzeczywistym narzędziem wykorzystywanym do usprawnienia urządzeń dnia codziennego oraz wielu współczesnych technologii. Rozwiązania te znajdują zainteresowanie w oczach dużego i małego przemysłu, a także agencji rządowych. W obliczu skutecznych prób konstrukcji komputerów kwantowych – w tym wyścigu obecnym liderem wydaje się Google** – niezbędny okazał się rozwój klasycznych algorytmów odpornych na ataki ze strony komputerów kwantowych (z ang. post-quantum cryptography). Trudno jednoznacznie określić, gdzie obecnie się znajdujemy i jak długa droga w dziedzinie komercjalizacji kwantów jeszcze przed nami, gdyż wiele informacji w tym zakresie nadal jest traktowanych jako tajne know-how przez ośrodki badawcze i przemysł. Pewne jest natomiast, że technologie kwantowe znajdą powszechne zastosowanie w przyszłości w telekomunikacji i komputerach kwantowych, metrologii, szyfrowaniu oraz pamięciach i superczułych czujnikach kwantowych.

Czy naukowcy chętnie patentują wynalazki, których są twórcami?

Jeszcze do niedawna patenty źle się kojarzyły, chyba ze względu na niesławnych „trolli patentowych”. Również duże międzynarodowe korporacje miały zły wizerunek, ponieważ znajdując naruszycieli patentów, bezwzględnie egzekwowały swoje prawa. Wydaje mi się jednak, że nasze nastawienie do patentów zmieniło się. Lepiej rozumiemy ten system, bogacimy się, więc koszty mniej nas przerażają. Nasze rodzime firmy wchodzą na rynki międzynarodowe, więc muszą się do nich dopasować. Naukowcy natomiast są grupą szczególnie szybko adaptującą się do otoczenia i szybko zrozumieli, że trzeba czerpać pozytywne wzorce ze świata biznesu.

Zadajmy sobie pytanie, które firmy są najbardziej konkurencyjne na rynku? Oczywiście te, które posiadają dynamiczne działy B+R, gdzie każdy projekt jest od samego początku badany pod względem zdolności i czystości patentowej. Spójrzmy teraz w drugą stronę: które ośrodki akademickie odnoszą największe sukcesy? Tutaj odpowiedź może być bardziej złożona. Najpopularniejsze rankingi akademickie uwzględniają liczbę noblistów w danej jednostce, liczbę publikacji w czasopismach z najwyższej półki, liczbę cytowań, zdobytych grantów, współpracy z przemysłem. Ciekawe jest to, że te najwyżej sklasyfikowane ośrodki akademickie posiadają bogate i bardzo dobrze zarządzane portfolio patentowe (proszę porównać ranking Szanghajski z listą zgłoszeń patentowych danej jednostki akademickiej). Nie wyważajmy otwartych drzwi, sprawdzone rozwiązania funkcjonują już w świecie akademickim, wystarczy sięgnąć po nie i zaadaptować na naszym gruncie.

Czy zatem opłaca się naukowcom patentować wynalazki?

Tak, choć patenty są kosztownym zagadnieniem (wynagrodzenie rzecznika, opłaty urzędowe i okresowe, monitorowanie konkurencji, administrowanie portfolio patentowego, negocjacje i licencjonowanie, sprzeciwianie się patentom konkurencji oraz egzekwowanie własnych praw), ale są to koszty, które mogą zwrócić się z nawiązką. Jeśli spojrzymy na wartość współczesnych najbardziej zaawansowanych technologicznie spółek świata, to właśnie wartości niematerialne (IP czyli patenty, wzory użytkowe, znaki towarowe, wzory przemysłowe oraz know-how) stanowią przeważający udział w wartości tych spółek. Dlatego też, jeśli chodzi o patentowanie to jestem na tak, ale uważam, że należy mieć przemyślaną strategię ochrony patentowej swoich wynalazków. Na własności intelektualnej można albo bardzo wiele zyskać jeśli prowadzi się świadome działania w tym zakresie i prawidłowo nimi zarządza, albo bardzo wiele stracić. Nie patentując tracimy pierwszy raz. Ignorując patenty innych możemy naruszać prawa własności intelektualnej osób trzecich, narażając się na procesy sądowe i odszkodowania za bezumowne korzystanie z patentu!

Czy praca rzecznika patentowego może być równie atrakcyjna co praca naukowa?

Praca rzecznika patentowego jest ciekawym i dającym wiele satysfakcji zajęciem, jako zawód z dziedziny prawa wymaga stałego podnoszenia wiedzy z zakresu prawa i śledzenia pojawiających się zmian. Prawo, wbrew pozorom, jest żywą i stale zmieniającą się materią. W tej pracy przyjemne jest rozwiązywanie niebanalnych zagadnień z pogranicza prawa i różnych dziedzin nauk ścisłych. Często przypomina to układanie skomplikowanych puzzli, ponadto w tym zawodzie nigdy nie spotka się dwóch identycznych przypadków do analizy czy wynalazków do opisania. Tydzień temu Sejm przyjął ustawę, na mocy której w lipcu br. zostanie uruchomiony polski wyspecjalizowany sąd patentowy – w ramach szeroko rozumianego sądu ds. własności intelektualnej. Takie sądy są już w wielu rozwiniętych krajach, dlatego też uważam, że rynek usług profesjonalnych pełnomocników w Polsce będzie się dynamicznie rozwijał. Praca ta może być interesująca zarówno dla introwertyka, który jest dobry w samotnym pisaniu opisów patentowych, jak również dla pełnomocnika publicznie występującego na sali sądowej. Chciałbym zachęcić naukowców, którzy nie chcą lub nie mogą kontynuować pracy naukowej, do rozważenia tej ścieżki kariery. Moim zdaniem naukowiec jest tu bardzo potrzebny i przy odrobinie dobrych chęci znakomicie odnajdzie się w tym zawodzie.

Czym jest dla Pana program START i w jaki sposób otrzymanie tego stypendium wpłynęło na Pańską karierę?

Program START to jeden z najstarszych i najbardziej rozpoznawalnych programów FNP, a jednocześnie unikatowy program stypendialny dla młodych naukowców. Dla mnie osobiście stypendium START to również duży prestiż, niezapomniana uroczystość wręczenia dyplomów na Zamku Królewskim w Warszawie, a także przepustka do udziału w spotkaniu z noblistami w Lindau. Dlatego też kiedy dowiedziałem się, że FNP prowadzi akcję fundraisingową, od razu pomyślałem, że na tyle, na ile będę mógł, pomogę programowi START.

Ponad wszystko jednak stypendium START pozwoliło mi spokojnie dokończyć badania naukowe do doktoratu, napisać rozprawę doktorską i obronić ją, bez potrzeby „chałturzenia”, co jeszcze niedawno było warunkiem niezbędnym przetrwania wielu doktorantów. To wszystko znajduje odzwierciedlenie w jakości samego doktoratu, jak również w czasie, w którym się go uzyskuje. Dzięki stypendium START obroniłem swój doktorat jeszcze przed 30 rokiem życia, czyli szybciej niż zazwyczaj uzyskuje się stopień doktora w Polsce.

Moja przygoda z programem START zaczęła się w trakcie studiów doktoranckich i podczas współpracy z moim ówczesnym promotorem, prof. Karolem Grelą. Profesor od początku dużo publikował w dobrych czasopismach i jednocześnie zachęcał swoich doktorantów do aplikowania o własne granty, tak aby każdy z nas uczył się samodzielności naukowej oraz dyscypliny budżetowej. Prowadzone przez nas badania naukowe traktowaliśmy jak pionierską podróż w nieznane. Profesor uzbrajał nas w odpowiednie narzędzia laboratoryjne, podobnie jak podróżników w latarki, busole, maczety do wycinania dżungli i dubeltówkę na okoliczność spotkania z groźnym zwierzem i wspólnie ustalaliśmy kierunek ekspedycji zwiadowczej. Po czym zdawałem relację z podróży – co nowego spotkałem, co widziałem, czy było tam niebezpiecznie i czy warto tam wrócić? Jeśli kierunek okazywał się ciekawy naukowo, wtedy wysyłano w danym kierunku liczniejszą ekipę naukową. Taka nowoczesna współpraca bardzo mi odpowiadała, bo trochę stała w opozycji wobec bardziej konserwatywnych naukowców.

Poza tym, wiele projektów prowadzonych w zespole prof. Greli było ukierunkowanych na potrzeby partnerów przemysłowych i komercjalizację wyników badań, czego dowodem było opatentowanie tzw. katalizatora nitrowego i skomercjalizowanie go przez spółkę Boehringer Ingelheim. Dziś już wiemy, że metatezę olefin można wdrożyć zarówno w niskoskalowym przemyśle zapachowym i perfumeryjnym, farmaceutycznym czy papierniczym, jak i w wielkoskalowym przemyśle petrochemicznym czy w produkcji tworzyw sztucznych. Początek mojego doktoratu zbiegł się zresztą w czasie z powołaniem do życia spółki Apeiron Synthesis S.A., którą pokierował inny z wychowanków prof. Greli, dr inż. Michał Bieniek.

***

*Rzecznikiem patentowym jest wykwalifikowana osoba, która ukończyła studia techniczne lub prawnicze, świadcząca pomoc prawną i techniczną w sprawach dotyczących własności przemysłowej lub szerzej rozumianych aspektach praw własności intelektualnej. Wymagania stawiane osobom ubiegającym się o wpis na listę rzeczników patentowych określa art. 19 ustawy z dnia 11 kwietnia 2001 r. o rzecznikach patentowych (Dz.U. 2001 nr 49 poz. 509 z późniejszymi zmianami). M.in. zgodnie z art. 19 ust. 1 pkt. 4 osobą tą może być ten, kto: „ukończył magisterskie studia wyższe o kierunku przydatnym do wykonywania zawodu rzecznika patentowego, w szczególności techniczne lub prawnicze”. W Polsce jest około 1000 rzeczników patentowych, a rocznie zgłaszanych jest około 4000 zgłoszeń wynalazków w trybie krajowym. Biorąc pod uwagę jedynie liczbę obywateli naszego kraju, w obu wskaźnikach Polska jest poniżej średniej europejskiej.

**Zob. F. Arute i inni “Quantum supremacy using a programmable superconducting processor”, Nature, 2019, 574, 505-511), link

Z Cezarym Samojłowiczem rozmawiał Adam Zieliński

Na zdjęciu dr inż. Cezary Samojłowicz. Fot. Archiwum prywatne

#JestemStartowcem, #WspieramSTART

Przekaż 1% podatku młodym naukowcom, aby pomóc im w starcie kariery naukowej! Pobierz bezpłatnie program PIT i dowiedz się więcej tutaj

Cofnij